Tu jesteś
costam
na marginesie:

Kinoteatr Rialto

powstał w 1913 roku w Katowicach. Początkowo nosił nazwę „Kammerlichtspiele”. Był własnością dwóch braci: Martina Tichauera i Bertholda Kochmanna. W latach powojennych pełnił funkcję kina repertuarowego. Odbywały się tam takie filmowe imprezy jak Konfrontacje Filmowe czy Przegląd Filmów Radzieckich. Od października 2006 roku Kinoteatr Rialto należy do Sieci Kin Studyjnych. Mają tam miejsce koncerty, wernisaże, benefisy słynnych aktorów czy występy kabaretów.

Dusze Rialta

Rialto to ostatnie kino uruchomione w Katowicach przed pierwszą wojną światową. Kiedyś należało do znanego kiniarza Martina Tichauera. Kammer-Lichtspiele (pierwsza nazwa kina) powstało w ostatnich miesiącach 1912 roku przy Johannesstraße 24 (obecnie ul. św. Jana). Huczna uroczystość inauguracyjna odbyła się 15 stycznia 1913 roku. Na otwarcie wyświetlono światowy przebój – dwugodzinny francuski obraz Nędznicy w reżyserii Alberta Capellaniego. Przez  lata kino Tichauera, liczące wtedy aż osiemset miejsc, pozostawało największym, najznamienitszym i najpopularniejszym przybytkiem dziesiątej muzy w Katowicach. W 1928 roku zmianie uległa nazwa z „Kammer-Lichtspiele” na „Rialto”. Jedynie przez krótki czas w latach trzydziestych kino nosiło nazwę „Słońce”.

W 2005 roku Rialto przeszło gruntowny remont. Obiekt z kina przekształcono w kinoteatr, by mogły się w nim odbywać seanse filmowe, koncerty, kabarety, pokazy mody, wystawy i przedstawienia teatralne.

 

Rialto sprzed 1922 roku

 

Postacie:

Dyrektor: Katarzyna Pryc

Dyrektor w latach 80.-90.: Ireneusz Kurpiel

Kasa: K., D.

Kinooperator: P.

Kinooperator w latach 1955-1964: Aleksander Borowski

Café MAK: S.

Wolontariuszka: Z.

 

Zbliżenie na zewnętrzne gabloty kina: afisze, plakaty filmowe, plakaty z koncertów, reklama Café  MAK, bieżący repertuar. Odjazd kamery. Plan ogólny: Rialto. Zbliżenie: szyld. Jazda do góry: niebo, słońce. Przejście. Rama projektora, strumień światła, drobinki kurzu unoszące się chaotycznie w powietrzu. W tle dźwięk projektora. Jednostajny, miarowy, niezmienny. 

W oddali słychać męski głos: Modelki by się nie sprawdziły…

Głos kobiety: No tak. Taśmy są zbyt „ciężkie”. 

Stopklatka.

Przed Rialtem w luźnej pozie, oparty o oryginalny rower, stoi młody, krótko ostrzyżony chłopak. W bluzie z dresu, sportowych spodniach, adidasach.

Wizytówka: P., kinooperator, w Rialcie od trzech lat.

Projektornia

Bardzo gorąco, lekko wyczuwalny zapach metalu i sprayu. Plakaty filmowe, muzyczne, taśmy filmowe i ich kawałki, zwoje kabli, laptopy, WD40. Drugi pokój. Pod oknem stoi mały stolik zapełniony butelkami, słoikami, kubkami, na nim talerz z okruszkami, sztućce. Przy stoliku stoją trzy krzesła, każde inne. W rogu umywalka, na ścianie stare lustro w złotej, bogato zdobionej ramie. Za ścianą rowery, koła, części rowerowe. Przy stoliku siedzą dwie postacie: P., kinooperator, i młoda kobieta.

P. mówi powoli, podpiera się ręką o brodę, uważnie dobiera słowa, często używa fachowej terminologii, równocześnie tłumacząc co trudniejsze zwroty i pojęcia. Sprawia wrażenie zawodowca.

P.: To ciekawa praca. Lubię chodzić do kina. Tutaj mam takie kino od kuchni. Ulubione sceny mogę oglądać po kilka razy, ponieważ jeden film jest puszczany kilkakrotnie w miesiącu i za każdym razem mogę czerpać z nich coraz większą przyjemność. Wolę grać filmy, które osobiście mi się podobają. Granie tych, których nie lubię, nie sprawia mi aż takiej frajdy.

Kobieta: Czy to ciężka praca? W nieustannym napięciu?

P. zamyśla się.

Stopklatka.

Kobieta siedzi na środku zewnętrznych schodów Rialta. Ma dwadzieścia kilka lat, krótkie włosy, niebieską kurtkę, jeansy, buty Nike. Bawi się czymś, co chowa w dłoni. Detal, identyfikator z Rialta.

Wizytówka: Z., wolontariuszka, w Rialcie pięć lat. Jest jedną z 44 wolontariuszy.

Powrót do poprzedniej sceny.

P. odpowiada: To raczej ciężka praca. Taśmy ważą około 25, 30 kilogramów. Trzeba je podnieść, przenieść. W Polsce w tym zawodzie pracują może tylko trzy kobiety.

Krzyk z offu: P.!

P. zrywa się w sekundzie, biegnie przez pokój jak sprinter, który właśnie usłyszał komendę start. Równie szybko pokonuje odległość kilku metrów, jaka dzieli pomieszczenie służbowe od projektorni. Okazało się, że trzeba poprawić parametry taśmy. Udało się zażegnać kryzys. Wraca wolniejszym krokiem, siada odprężony.

Retrospekcja. Mniej jaskrawe kolory. Rialto z lat dziewięćdziesiątych. Projekcja Titanica. Kate Winslet i Leonardo DiCaprio na ekranie. W pierwszym rzędzie dziewczynka ubrana w czerwony sweter opiera nogi o brzeg drewnianej sceny. Gdy akcja nabiera tempa, statek tonie. Całe Rialto trzęsie się. Dziewczynka jest przestraszona. Okazuje się, że akurat w tym samym momencie nad wiaduktem w pobliżu Rialta przejeżdża pociąg. Tonący Titanic wydaje jej się przez to jeszcze bardziej realny, czuje się niemal jak uczestnik tamtych wydarzeń.

Pomieszczenie socjalne

P.: Rialto się trzęsie. To wiekowy budynek, pociągi powodują drgania, które czuć wyraźnie na górze. Coś jak kino 5D. Zanim ktoś niedawno je opatentował, od lat było już w Rialcie (śmiech).

Stopklatka.

Kamera pokazuje, co mówi P.: K. z kasy, jak co wieczór przed zamknięciem, sprawdzała, czy w kinie nikogo nie ma. Chciała już wychodzić, ale usłyszała na górze głosy. Zawołała: – Halo jest tam ktoś? – Nikt nie odpowiedział. W tym samym tygodniu sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa, trzy razy. Możliwe, że w Rialcie są duchy. Od tamtej pory mamy monitoring...

 

Rialto sprzed 1922 roku

 

Archiwum Kina Kosmos

Najpierw plan ogólny. Potem przejazd przez detale. Półki, na których ułożone są taśmy filmowe. Starszy mężczyzna, ubrany w granatowy kombinezon roboczy.

Wizytówka: Aleksander Borowski, konserwator kopii filmowych, kinooperator w Rialcie w latach 1955-1964.

Z.: Jak pan wspomina pracę w Rialcie?

Aleksander Borowski: W latach pięćdziesiątych seanse były podzielone na dwie zmiany. Poranną od dziewiątej rano i popołudniową. Co sobotę odbywały się seanse wieczorne do drugiej, trzeciej w nocy – sala była pełna! W Rialcie wyświetlano filmy premierowe, po pięć seansów tego samego filmu dziennie. Jeśli film był dobry, nie schodził z afisza przez kilka tygodni. Najczęściej wyświetlało się jeden tytuł przez dwa, trzy tygodnie. Rekord ustanowili Krzyżacy, których wyświetlaliśmy aż trzy miesiące! Jedna kopia filmu podzielona na kilka rolek krążyła pomiędzy kilkoma miastami na Śląsku. Był to tak zwany pendel, czyli takie „latanie” z rolkami filmowymi. Czasem, żeby zdążyć, bo jedno kino było od drugiego bardzo oddalone, jechało się nawet taksówką. Gdy na przykład w Piaście kończyła się rolka, w Światowidzie w tym samym czasie wyświetlano kronikę. W kinie spędzało się nieraz całe dnie. Przychodziło się też nocami i naprawiało sprzęt, bo całymi dniami grane były filmy. Bilety były po 3,60 albo 4,50. Zależało od miejsca. Bliżej ekranu było taniej.

Z.: Dlaczego został pan kinooperatorem?

Aleksander Borowski: Podobało mi się chodzenie do kina. A kinooperator musi się cechować zamiłowaniem do filmów. Czasem to żmudna paca, tylko dla cierpliwych, sama dłubanina. Trzeba mieć do tego serce – jak ma chłopak do dziewczyny.

Z.: Chodzi pan jeszcze dzisiaj do kina?

Aleksander Borowski: Dziewczyno, ja bym nie wiedział, jak się teraz w kinie zachować (śmiech). Do kina nie chodzę. Jeśli jakiegoś filmu nie widziałem, to i tak prędzej czy później zobaczę go przeglądając na taśmie filmowej. Kilka miesięcy nie robi różnicy. Poza tym kiedyś były puszczane lepsze filmy.

Hol Rialta

Steadycam, kamera lekko drży, operator pokonuje kręte schody. Mijamy czarne, szklane antyramy, a w nich fotosy z gwiazdami starego kina: Theda Bara, Greta Garbo, Rudolph Valentino. Skręt w prawo, wejście wprost na kasę, jasnożółty neon lekko razi w oczy. Kasę osłania wielka szybka, jak na poczcie lub w banku. Na blacie przed kasą piętrzą się stosy ulotek. Jazda kamery po ulotkach: Skóra, w której żyję; Jane Eyre; Festiwal Zielono Mi; Ki. Obok, na ziemi, stoi karton z wystającymi plakatami z napisem: Rozdajemy plakaty.

Zbliżenie na szybę. Za nią kobieta. Czerwony sweter, czerwone spodnie, czarny bezrękawnik. Czarne, bujne, długie włosy, gęstwa grzywka. Transparentne przejście przez szybę.

Wizytówka: K., obsługa kasy, w Rialcie 6 lat.

Kasa

Wieszak, szafa, stosy plakatów, ulotek, afiszów, biurko, krzesła.

W środku dwie postacie, Z. i K.

Z.: Jak wygląda normalny dzień pracy?

K. ma mocny głos, jak aktorka. Zdradza on jej energię, żywiołowość. Podczas rozmowy łapie się za głowę, splata ręce, jest swobodna i jednocześnie podekscytowana.

K.: Normalny dzień pracy nie jest normalnym dniem pracy. Nie pracuję po osiem godzin. Czasami nic się nie dzieje, a czasem, gdy jest jakiś koncert, nie wiem, jak się nazywam, ani jaki mamy dzień tygodnia. Pamiętam swój pierwszy dzień. Puszczaliśmy Jarmusha, bilety po 5 zł, ogromna kolejka, masa ludzi, stres. Potem było już tylko lepiej.

Do kasy podchodzi grupka głośno zachowującej się młodzieży, dwie dziewczyny i chłopak, około 15 lat. Czują się nieswojo.

Dziewczyna: Leci dzisiaj Anormals? (przyp. red. Anonymous)

K.: Nie, my tutaj gramy trochę inny repertuar.

Dziewczyna: Aha, dziękuję.

Cała trójka wychodzi.

K.: Dzień jak co dzień (śmiech). Często ludzie pytają na przykład, o której jedzie pociąg do Gliwic – robię wtedy za informację PKP. Zdarza się, że odpowiadam na inne bardziej wymyślne pytania niż te dotyczące bieżącego repertuaru czy kina. Najczęściej poprawiam tytuły filmów, które widzowie przekręcają. Ostatnio na przykład Habemus Papam, to Hamus Papam. Raz na przykład zadzwoniła kobieta, chciała kupić dwa bilety na parter. Wtedy akurat nie było krzeseł, tylko miejsca stojące, ale jej zależało na dwóch obok siebie. Powiedziałam jej, że jeśli nie pokłóci się z osobą towarzyszącą, to na pewno będą to miejsca obok siebie.

Widzowie kupują bilety. Dźwięk drukarki, bardzo głośny, wręcz irytujący.

K.: To bardzo stara drukarka, Epson… Czasem, gdy drukujemy bilety podczas seansu, musimy przykrywać ją pudełkiem, bo odgłos drukowania słychać aż na sali!

Do kasy przychodzi druga zmiana.

Stopklatka.

W drzwiach stoi młoda dziewczyna w rogowych czarnych okularach, z długimi dredami, ubrana w szary sweter, ciemne spodnie, na szyi ma zawiązany luźno szal.

Wizytówka: D., obsługa kasy, w Rialcie rok, miesiąc i tydzień.

D.: Na początku K. pisała mi instrukcje, jak się nie pogubić pierwszego dnia, co po kolei mam zrobić. Pamiętam też jedną wyjątkową historię.

Retrospekcja. Pusta sala Rialta. Chwilę po seansie Amadeusza. Chłopak wprowadza narzeczoną na scenę. Czerwony dywan na środku. Zostawia ją tam. Każe zamknąć oczy. Ona zaniepokojona. W tle gra muzyka. On schodzi ze sceny, wyciąga zza baru ogromny bukiet czerwonych róż, wraca do niej, klęka... wyciąga pierścionek i pyta: Wyjdziesz za mnie?

D.: Narzeczona stała jak wryta. Wcześniej z nim uzgodniłam, że będę im robić zdjęcia, ale w najważniejszym momencie, gdy zaaferowani zaczęli się przytulać, ich twarze cały czas zasłaniał ten wielgaśny bukiet i musiałam biegać w kółko i robić zdjęcia z różnych miejsc, żeby cokolwiek było widać. Nie słyszałam samych oświadczyn, tylko jakieś strzępy zdań.

Stopklatka.

Ujęcie kina z zewnątrz, kamera rejestruje budynek z oddali, zbliżenie na okna na pierwszym  piętrze. Płynne transparentne przejście z zewnątrz budynku do jego wnętrza.

Pomieszczenia biurowe. Biurka, szafy, szafki z segregatorami, stół do spotkań z ozdobnymi czerwonymi kawiarnianymi krzesłami. Za biurkiem kobieta: ciemne długie włosy, okulary, turkusowa sukienka, czarny sweter. Rozmawia przez telefon.

Wizytówka: Katarzyna Pryc, dyrektor Rialta, w Rialcie od 6 lat.

Dyrektorka jest pewna siebie, zabawna, tryska humorem i pozytywną energią. Zaraża swoją pasją do kina i wiarą w Rialto.

Katarzyna Pryc: Rialto to pewien sposób na życie. Posada dyrektora wiąże się z nieustannym planowaniem, a nawet przewidywaniem. To bardzo wciągające i wymagające miejsce. Rialto należy do Sieci Kin Studyjnych, które mają specyficzną publiczność. Na swoich oddanych widzów, słuchaczy latami musiało sobie zapracować. Trzeba było znaleźć swoje miejsce i formułę. Początki były trudne, ale uważne obserwowanie życia i wyciąganie z niego właściwych wniosków to jedna z ważniejszych umiejętności w tej pracy. Nasze kino słynie z organizowanych tutaj Filmowych Klubów Seniora i Młodzieżowego Klubu Filmowego. Kino wyszło naprzeciw publiczności. Ta pierwsza grupa odbiorców z biegiem czasu przekształciła się w wiernych, stałych widzów. Początkowo był organizowany jeden seans w ramach Filmowego Klubu Seniora, dzisiaj są to już nawet cztery seanse w miesiącu. Sześćdziesięciu widzów zamieniło się w trzystu pięćdziesięciu, a ta liczba ciągle rośnie. Bardzo ważne jest budowanie marki.

Z.: Pamięta pani pierwszy dzień pracy?

D.: 11 września 2005 roku. Odbyła się wówczas jedna z imprez inaugurujących Rialto po kilkuletnim remoncie, w zupełnie nowej odsłonie. Pamiętam, że wtedy nie było jeszcze głównych drzwi do sali na parterze. Gdy tylko wydarzenie dobiegło końca, do pracy natychmiast wrócili robotnicy. Pod koniec września na szczęście wszystko było już gotowe. Przez pierwsze miesiące nie mieliśmy nawet swoich pomieszczeń biurowych, więc gościnnie korzystaliśmy z tych znajdujących się na ulicy Górniczej w siedzibie Silesia Film. We wrześniu odbył się przegląd filmów Jarmuscha, wyświetlaliśmy też Olivera Twista Polańskiego.

 

Rialto sprzed 1922 roku

 

Kino Kosmos

Nieczynna kawiarnia. Stoliki, krzesła, owalny regał, na którym leżą różne czasopisma i książki o tematyce filmowej. Wolontariuszka i czterdziestoletni mężczyzna. Zbliżenie na niego. Bujne siwe włosy, ubrany w ciemny sweter, jeansy.

Wizytówka: Ireneusz Kurpiel, dyrektor kina w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Ireneusz Kurpiel: Kino musi być pasją. Nie można być dyrektorem-urzędnikiem, który spędza w pracy osiem godzin, od ósmej do szesnastej. Kino traktuje się bardzo osobiście. Rialto w tamtym okresie było największym kinem w Katowicach. Widownia mogła pomieścić niemal sześciuset widzów! Seanse podzielone były na dwie zmiany: poranną i wieczorną. W kinie było zatrudnionych około dwudziestu osób. Były bileterki, kasjerki, operatorzy, sprzątaczki. Było też biuro. Po lewej stronie przy kasie znajdował się bar, gdzie sprzedawano popcorn, colę, słodycze. Na parterze ustawione były normalne kinowe rzędy, na zewnątrz znajdowały się dwie kasy, jedna z nich była większa. W repertuarze były największe komercyjne hity: Mortal Kombat, Dzień Niepodległości, Titanic i Król Lew. Ten ostatni tytuł zgromadził podczas trzech miesięcy wyświetlania dziewięćdziesiąt tysięcy widzów. W kinie miały miejsce także śląskie premiery największych polskich produkcji, takich jak Quo vadis czy W pustyni i w puszczy. Na pokazie premierowym tego drugiego obrazu zjawiła się cała główna obsada filmu.

Zbliżenie na lewe, boczne drzwi zewnętrzne Rialta. Drzwi otwierają się. Mężczyzna koło trzydziestki, krótko ostrzyżone włosy, ubrany w koszulę w kolorową kratkę, szary bezrękawnik, jeansy.

Wizytówka: S., właściciel kawiarni MAK.

Zaplecze kawiarni. Czarne stoliki poukładane jeden na drugim, obok stoły zastawione talerzami, sztućcami. Obok jednego ze stolików na czerwonych kinowych krzesłach siedzą i rozmawiają Z. i S.

S.: Mamy do wyboru siedemdziesiąt rodzajów herbaty: czarne, czerwone, białe, zielone, a nawet herbatę wędzoną (zawsze proponuję, by podać ją z mlekiem, ponieważ tak pije się ją w krajach azjatyckich – mleko łagodzi jej końcowy gorzki posmak, osad). Wszystkie to najwyższej jakości herbaty sypane. Naszą drugą specjalnością są ciasta, które w weekendy sprowadzamy specjalnie aż z Cieszyna. Tam pracuje nasz najlepszy cukiernik, którego przepisy owiane są tajemnicą, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Nie lubię polecać naszych ciast. Każdy powinien sam ich spróbować.

Migawki z Klubu Seniora

S.: W Klubie Seniora dzieją się takie rzeczy, że czasem aż trudno uwierzyć. Temperatura przy barze jest bardzo gorąca. Czasem tylko moja ogromna cierpliwość pozwala mi się skupić na tyle, żeby nie wybuchnąć. Panie przynoszą do kina własne słodycze, herbaty, ciasta, a nawet śledzie w zalewie! Raz zdarzyło mi się nawet sprzątać pozostawione przy jednym ze stolików pudełko po kozaczkach! Plotki są na porządku dziennym, plotkuje się o wszystkim i o wszystkich, począwszy ode mnie, od mojej powolnej pracy, po inne „koleżanki”. Mylą dzbanki z herbatą, bo wydaje im się, że te większe ładniej błyszczą od tych mniejszych. Z drugiej strony staram się je trochę zrozumieć. Te seanse w Klubie Seniora to dla nich pewnie jedna z niewielu rozrywek, jakie im pozostały. Tutaj czują się pewniej. Są we własnym towarzystwie, mogą obejrzeć film dobrany specjalnie do ich gustu. To moim zdaniem jedna z lepszych inicjatyw kina, ale czasem aż boję się kolejnych niedziel, bo nigdy nie wiadomo, co też się wydarzy tym razem…

Z.: Gdzie siebie widzisz za kilka lat, dalej tutaj?

S.: Miałem takie plany, żeby założyć coś swojego w innym miejscu, ale skończyło się na planach. Wiem też, że do ogromnych pieniędzy nigdy nie dojdę, a nawet tego nie chcę. Tutaj jest mi dobrze, otacza mnie grono ludzi, którzy mnie lubią i szanują. Zaliczam koncerty, oglądam za darmo filmy. W pewnym sensie tworzę historię. Mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat sam przyjdę do Rialta jako dziadek na Klub Seniora.

Pusta sala na parterze, głos z offu.

Z.: Za kilka miesięcy mogę obchodzić swoje pięciolecie pracy wolontariusza w Rialcie. Pewne rzeczy były niezmienne. Poznawanie ciekawych ludzi podczas dyżuru w szatni, filmowe i muzyczne dyskusje, wymiany zdań i poglądów. To rodzaj niepisanej więzi, wzajemnego porozumienia. Po sprawdzaniu biletów mamy czasem tylko kilka sekund na to, by dotrzeć na balkon i zająć dobre miejsca, by zobaczyć film, który nas interesuje. Biegnąc po schodach, czuję, jak z każdym pokonywanym stopniem wzrasta nie tylko moje tętno, ale też ochota na seans. Gdy zdyszana wbiegam na poziom balkonu, zatrzymuję się na sekundę przed głównymi drzwiami i dopiero trochę uspokojona wchodzę na salę. Swój wolontariat w Rialcie mogę nazwać jedną wielką przygodą. Brałam udział w benefisach, pokazach mody, koncertach, wystawach i obejrzałam niezliczoną liczbę filmów, które są dla mnie rodzajem narkotyku. A z filmowego nałogu nie mogę się uwolnić już od kilku lat. Nie mogę, nie chcę i wierzę, że tak już zostanie.


KONIEC

Dziękuję za pomoc:
Wszystkim pracownikom Riatlta, którzy dzielnie znosili moje dziennikarskie dociekania,
Joannie Rybok za wykonanie storybordów,
Marcie Zwolińskiej za korekty i dobre pomysły,
Anecie Ozorek ze Śląskiej Filmoteki,
Muzeum Historii Katowic za udostępnienie historycznych pocztówek Rialta.



Tekst: Zofia Sobala
Ilustracje: Muzeum Historii Katowic | Joanna Rybok
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus