Tu jesteś
costam
na marginesie:

Irma Kozina

Katowicki historyk sztuki, pracuje na Uniwersytecie Śląskim. Aktywnie działa w obronie śląskich zabytków oraz miejsc historycznych. Chciałaby, aby w Katowicach swoją rzeźbę postawił Dani Karavan – izraelski artysta.

Zuzanna Marczyńska

Kończy studia na katowickiej ASP, studiuje także judaistykę w Krakowie. Urządziła performance, aby upamiętnić katowickich Żydów.

Yehoshua Ellis

Rabin gminy katowickiej, pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Dąży do upamiętnienia miejsca po synagodze.

Plac Synagogi

Niewielki plac przy ul. Mickiewicza, należący do prywatnego właściciela. Obecnie znany jest głównie z targowiska, które od lat się tam znajduje. Do września 1939 roku stała przy nim świątynia żydowska.

Synagoga w Katowicach

Nieistniejąca już świątynia żydowska. Stała przy ul. Mickiewicza do września 1939 roku.

Plac Synagogi. Teraz to my tu jesteśmy

Ci, którzy ją widzieli, mówią, że była przepiękna i trudno ją zapomnieć. Dziś już nie ma w Katowicach – ani nigdzie w pobliżu – drugiej takiej. Ci, którzy oglądali ją jedynie na zdjęciach, żałują, że nie będą mieli nigdy szansy podziwiać jej urody na żywo.

Wiadomo ze źródeł, że jej pojawienie się w Katowicach spowodowało poruszenie – do miasta zjechały się różne ważne osobistości, odbyła się wielka uroczystość. Zachwycała urodą i stylem, nie dane jej było jednak dożyć starości. Gdy odeszła nagle wraz z początkiem wojny, była to prawdziwa tragedia. Dziś miałaby ponad 100 lat i odchodzi powoli w zapomnienie. Mało kto zauważa pomnik, który kiedyś dla niej postawiono. Czy Katowice naprawdę nie chcą pamiętać, że posiadały taki skarb?

 

Pocztówka z widokiem na Wielką Synagogę i ul. Mickiewicza

 

Opisywana piękność, dawny skarb Katowic, to Wielka Synagoga. Stanęła przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Stawowej i Mickiewicza w 1900 roku. Zbudowano ją na miejscu starej, mniejszej świątyni, gdyż żydów w Katowicach było coraz więcej i pierwsza synagoga przestała wystarczać. Zachowała się pocztówka ukazująca budynek z czerwonej cegły, zwieńczony ogromną kopułą, górującą nad miastem. Katowicki architekt – Max Grünfeld – stworzył świątynię nawiązującą do stylu bizantyjskiego, ale także czerpiącą z neogotyku, neorenesansu i stylu mauretańskiego. Miała ogromne okna, ozdobione efektownym maswerkiem, a cały jej wystrój był podobno bogaty i wyszukany. Grünfeld inspirował się głównie architekturą z terenów niemieckich. W Katowicach przetrwał zresztą inny, przypominający ją trochę budynek – dzisiejsze Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza, wybudowane kilkadziesiąt lat wcześniej.

 

Fragment planów Wielkiej Synagogi, widok na przednią fasadę

 

Można sobie wyobrazić, jak piękne było to miejsce – dwie wystawne ceglane budowle, a pomiędzy nimi plac (Plac Tiele-Winklerów) z drzewami i klombami. Ale dziś jest zupełnie inaczej – dziś wydaje się, że centrum Katowic to miejsce, gdzie można znaleźć dosłownie wszystko, tylko nie piękno i spokój.

Co się stało z Wielką Synagogą?

4 września 1939 roku hitlerowcy podpalili żydowską bożnicę, aby potem w jej zgliszczach szukać kosztowności. Niewiele jednak znaleźli. Ruiny synagogi rozebrano po wojnie, a cegły trafiły prawdopodobnie do odbudowującej się Warszawy. Zachowało się zdjęcie – niewyraźna fotografia, na której widać nadpalone mury i dziury po wybitych oknach. Mogło się wydawać, że pamięć po świątyni na zawsze zginie, ale tak się nie stało. W 1988 roku na dzisiejszym placu Synagogi – bo tak nazwano to miejsce w 1990 roku – postawiono pomnik z napisem w języku polskim i hebrajskim: Dla uczczenia pamięci Żydów, mieszkańców Katowic – zgładzonych przez niemieckiego okupanta w latach 1939−1945.

 

Ruiny Wielkiej Synagogi, wrzesień 1939

 

Biało-niebieskie pasy

Pomnik jest dla Polaków uniwersalnym sposobem na upamiętnienie dawnych ważnych miejsc, osób, wydarzeń. Tak radzimy sobie ze stratą czy inną brutalną zmianą. Plac Synagogi w zagadkowy sposób łączy ze sobą pamięć o przeszłości z tym, co codzienne i mniej doniosłe. Każdy, kto zechce obejrzeć pomnik ustawiony w miejscu synagogi, będzie musiał najpierw przebić się przez rzekę ludzi zmierzających tędy w wielu różnych kierunkach – wszak jest to centrum miasta. A gdy nasz poszukiwacz znajdzie się już blisko celu, powita go gąszcz biało-niebieskich pasów i wesoły gwar. Nie są to oczywiście łopoczące flagi Izraela ani też nic, co z kulturą żydowską związane. Biały i niebieski to kolory straganów, które gęsto zastawiły całą wolną przestrzeń na Placu Synagogi. To właśnie gdzieś pośród nich ukryty jest skromny pomnik.

Targowisko to istnieje tu już od wielu lat, można na nim znaleźć portfele, torebki, ubrania, bieliznę i wiele innych artykułów. Miejsce należy do prywatnego właściciela, a targ to jego sposób na biznes. Dlatego najlepszą porą na podziwianie pomnika jest noc – plac staje się wtedy cichy i pusty, nikt nie pyta o cenę bawełnianych majtek, nikt nie targuje się, kupując dresowe spodnie. Można wtedy spróbować wyobrazić sobie modlących się żydów, którzy budując swoją synagogę, wyciszyli okoliczne ulice korkiem. Aby hałas nie przeszkadzał.

 

 

Opinie:

Yehoshua Ellis jest rabinem Katowickiej Gminy Żydowskiej od 2009 roku. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Lubi Katowice. O Placu Synagogi mówi: – Uważam, że to wspaniałe, że ten pomnik powstał właśnie w takim trudnym dla Polski czasie, pod koniec lat 80. To bardzo wiele dla mnie znaczy. Oczywiście czuję smutek, gdy widzę te stragany. Chciałbym, aby było tam coś innego. Może park? Ale sam do końca nie wiem, co powinno znajdować się w miejscu, gdzie dawnej była synagoga. To trudne.

Niezbyt pocieszający jest fakt, że władze miasta uważają plac Synagogi za miejsce wyjątkowe – Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego wydane przez Urząd Miasta Katowice nie pozwala w to wątpić. Zainteresowani mogą tam przeczytać, że plac ma „ważne znaczenie jako przestrzeń publiczna o funkcji reprezentacyjnej i integrującej”. Fragment ten został umieszczony w rozdziale IV: Stan ładu przestrzennego.

Ludzi, którzy ze smutkiem patrzą na targowisko przy ul. Stawowej (i nie uważają go za szczególny przykład ładu przestrzennego), jest więcej. W 2005 roku powstała fundacja Or Chaim (Światło Życia), której celem jest m.in. odbudowanie katowickiej synagogi w takim kształcie, jaki prezentowała przed wojną. Członkowie fundacji chcą odkupić plac Synagogi, a następnie przystąpić do budowy. Ale rabin Ellis ma mieszane uczucia: – To chyba nie jest najlepszy pomysł. Ja przynajmniej wcale nie chciałbym odbudowania synagogi. Gdyby zebrać żydów z całej Polski, to nie udałoby się jej zapełnić. Synagoga nie powinna stać pusta.

W 1900 roku żyło w Katowicach około 2200 żydów, a do 1939 roku było ich aż 9000. Wielka Synagoga mogła pomieścić około 1000 wiernych . Obecnie do Gminy Żydowskiej obejmującej cały Śląsk należy 120 osób.

Marta J. studiuje w Katowicach od 4 lat. Przyjeżdża tu z Bytomia tramwajem numer 7 prawie codziennie. Właśnie dowiedziała się, że Plac Synagogi to Plac Synagogi – że ma pomnik i że była tu kiedyś świątynia. – Lubię ten targ, często tam kupuję, bo jest tanio. Ale nic nie wiedziałam o synagodze i pomniku. Nigdy go tam nie zauważyłam. Teraz mam trochę wyrzuty sumienia. Niektórzy próbują zwrócić uwagę przechodniów na historię tego miejsca.

 

Instalacja Zuzanny Marczyńskiej, maj 2011

 

Jedną z takich osób jest Zuzanna Marczyńska, lat 24. Studiuje na ASP i w maju 2011 roku zorganizowała happening, podczas którego przykryła pomnik po synagodze budką w białe i niebieskie pasy. Jedynym, co odróżniało ją od okolicznych straganów, był wizerunek gwiazdy Dawida. Zuzanna: – Mnie ten bazar razi przede wszystkim swoją formą (biało-niebieskie pasy). Jest dla mnie kpiną, dużym nietaktem. Budzi to bardzo złe skojarzenia i wiem, że nie tylko we mnie. Także w innych osobach bardziej wyczulonych na ten temat? Nie wspomnę o wątpliwych walorach estetycznych tego miejsca, które wygląda po prostu paskudnie i od wielu lat niezmiennie „buduje” wizerunek tego miasta.

Ale czy takie przypominanie historii jest komukolwiek dzisiaj potrzebne? Krzysztof P. przechodzi tamtędy codziennie w drodze na uczelnię. – Nie mam nic do żydów, ale nie bardzo obchodzą mnie jakieś pomniki albo stare historie. Dobrze, żeby to miejsce było ładne, ale czy jest tam pomnik, park czy wielki sklep – to dla mnie wszystko jedno.

Irma Kozina, historyk sztuki, mówi: – Kiedy pytamy turystów, które z polskich miast najbardziej im się podobają, zazwyczaj wymieniają Kraków i Wrocław. Te miasta są dla nich atrakcyjne właśnie dlatego, że eksponują swoją przeszłość. Dawniejsze dzieje Katowic były niegdyś celowo tuszowane, gdyż niechętnie przyznawano się do niemieckich korzeni tutejszego przemysłu. Dzisiaj dostrzegamy korzyści płynące z wielokulturowości tego typu organizmów urbanistycznych, dlatego chętnie odtwarzamy przeszłość katowicką, w której żydzi i Niemcy odegrali istotną rolę. Pewnego rodzaju uczciwość wobec przodków wymaga od nas akceptacji przeszłości. – Ale co można zrobić z Placem Synagogi? – Wolałabym, by miejsce dawnej synagogi było na przykład zaakcentowane kompozycją przestrzenną Daniego Karavana (artysta tworzący w Izraelu), który specjalizuje się w tego typu realizacjach. Nie mam jednak pomysłu na to, skąd można by było zdobyć potrzebne fundusze. Dani Karavan ma na swoim koncie organizację przestrzeni, które służą jako targowisko, a w weekendy zamieniają się w atrakcyjny wizualnie i funkcjonalnie skwer. Jego dzieło niewątpliwie przyciągnęłoby turystów z całego świata. Ale o takiej realizacji w sytuacji światowego kryzysu można sobie tylko pomarzyć.

Teraz  to my tu jesteśmy

A jak w takim miejscu czują się główne zainteresowane – kobiety pracujące na straganach przy ul. Stawowej? Trudno to ustalić, gdyż nie chcą o tym rozmawiać. Praca na targu nie jest łatwa. Codziennie trzeba rozstawić namiot, przyjechać z towarem, wszystko wyłożyć. A potem stać cały dzień, co – zwłaszcza zimą – wymaga wielkiej odporności. Mniej więcej znają historię tego placu, wiele razy widziały pomnik – prawdopodobnie wtedy, gdy wieczorem zbierały się z pustoszejącego targu. Siebie nawzajem też znają chyba dość dobrze – codziennie rozmawiają, popijając kawę z termosu.

Jedna z pań jest odważniejsza niż pozostałe. Ubrana w puchową kurtkę, mocno umalowana, oświadcza, że nie będzie udzielać żadnych wywiadów, bo nie musi. – Pomnik jest tam, może sobie pani pewnie w Internecie coś o nim poczytać. – Ale co pani myśli o tej synagodze, o tym, że tu kiedyś stała? – Była świątynia, ale to było dawno, przed naszym urodzeniem. Teraz to my tu jesteśmy. Niech pani lepiej porozmawia z właścicielem placu.



Tekst: Katarzyna Kwiecień
Fotografie: Katarzyna Kwiecień
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus