Tu jesteś
costam
na marginesie:

Korty im. Jadwigi Jędrzejowskiej

Otwarte w 1927 roku jako przeciwwaga dla niemieckiego Klubu Tenisowego KKT w Katowicach. Ich patronka to jedyna polska tenisistka grająca w finale Wimbledonu, French Open i US Open. Z kortami związana była przez 32 lata. Od początku korty mieszczą się przy ul. Astrów 12 i sąsiadują ze stadionem AWF Katowice.

Korty Baildonu. Nie odkładamy rakiety

Poniedziałek. Kolejny dzień Agnieszka spędza, jakżeby inaczej, na kortach z Darkiem. Co jakiś czas robi sobie przerwę i biegnie na zajęcia na AWF-ie. Potem wraca do gry, jak gdyby nie było jej na korcie zaledwie kilka minut, a nie półtorej godziny.

Gra trwa w najlepsze. – Darek jest oszczędny w pochwałach, ale musi przyznać, że moje uderzenia z backhandu ze wznoszącej piłki są od jakiegoś czasu moim znakiem rozpoznawczym – mówi do siebie, a na głos woła: – wiesz, dzwonił do mnie Witek z propozycją poprowadzenia zajęć z kilkuletnią dziewczynką na kortach za stadionem. Nie miałam pojęcia, że jest tam jakiś klub tenisowy. – Punkt i kolejny gem dla niej.

– Aga, zlituj się. To korty im. Jadwigi Jędrzejowskiej, dla niektórych – korty Baildonu. Zgoogluj ją sobie.

 

 

***

Jadwiga Jędrzejowska. Jak mogło ujść uwadze Agi, że polska wicemistrzyni Wimbledonu, Roland Garros i US Open, czyli 3 z 4 turniejów wielkoszlemowych grała i mieszkała w Katowicach? Jest nawet demotywator. Pod zdjęciem uśmiechniętej brunetki z rakietą w dłoni notka: „Zdobyła 65 tytułów mistrzowskich w tenisie, a i tak o niej nie słyszałeś”. Sięga po telefon i dzwoni do Darka. Skąd on o niej wiedział? Okazuje się, że grywał ze znajomym na tych kortach. Z panem Stanisławem, który działa w zarządzie klubu i jest chodzącą skarbnicą wiedzy o postaci pani Jadwigi. Aga postanawia go odnaleźć.

***

Po powrocie z Urzędu Miasta Stanisław siada na klubowej werandzie. Ze wzrokiem utkwionym w miejscu, w którym jeszcze do niedawna stała ulubiona ławeczka Jadwigi. Myśli o tym, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii kortów. Przed oczyma staje mu sytuacja sprzed lat, gdy jeden z czołowych juniorów trenujących na kortach Baildonu ciężko zachorował. Lekarze nie posiadali wówczas odpowiedniego lekarstwa w szpitalu. Było dostępne wtedy tylko w Banku Lekarstw w Warszawie. Jadwiga wyszła z inicjatywą sprowadzenia go. Dotarła, do kogo tylko mogła, i pojechała do Warszawy. Stanisław siedzi i myśli, że w tym roku przypadłaby setna rocznica urodzin Jadzi. Była bardzo pogodną osobą, czerpała przyjemność z gry. Nie należała do zawodniczek łamiących rakiety i obwieszczających całemu światu złość z powodu przegranego punktu lub meczu. Te korty są niewiele młodsze od niej. Powstały dokładnie w 1927 roku, stanowią zabytek. Na całym świecie ludzie szanują swoją historię, a u nas... szkoda gadać. Kiwa głową ze smutkiem, jakby sam siebie chciał do czegoś przekonać. Z zamyślenia wyrywa go telefon. Przyszło pismo od Komisji Sportu, Turystyki i Rekreacji Sejmiku Województwa Śląskiego w odpowiedzi na prośbę o poparcie inicjatywy komitetu obrońców kortów.

***

Czwartek. Aga wpada do pracy ojca, by dać mu jakieś dokumenty. Zna kilku jego współpracowników. Żegnając się, mówi, że idzie na korty Jadwigi Jędrzejowskiej. Jedna z koleżanek taty zastyga. – Tam jest moja krwawica – mówi.

Okazało się, że jej rodzina jeszcze przed wojną była zaangażowana w dofinansowywanie kortów. Zresztą, wspierało je wiele rodzin. Utworzenia kortów podjął się Ludwik Brzezowski, tenisista i działacz sportowy ze Lwowa. W jego założeniu miały one być przeciwwagą dla ekskluzywnego niemieckiego Klubu Tenisowego KKT w Katowicach. Możliwość gry na tamtejszych kortach mieli tylko niemieccy obywatele. Ludwik Brzezowski przeciwstawił się temu, pod koniec lat 30. zakładając korty Pogoni. Udało się to dzięki jego działaniom i wsparciu polskich władz. To jemu polscy tenisiści zawdzięczali własny obiekt tenisowy z kilkoma kortami i domkiem tenisowym. W czasie wojny Brzezowski został aresztowany i zgładzony w obozie oświęcimskim.

***

Dziewczyna w biegu zawiązuje apaszkę i pędzi przez Park Kościuszki. Mija stadion i skręca w ulicę Fiołków, ciągnącą się wzdłuż bloków mieszkalnych. Po przejściu ok. 200 metrów dociera przed bramę wejściową. Dziwi ją, że nad wejściem nie ma żadnej tabliczki z nazwą klubu. Wchodzi na główną alejkę i kieruje się w stronę domku klubowego. Zanim jednak do niego wchodzi, zatrzymuje się przy wyjątkowym eksponacie, jakim jest wysoki na ok. 3 metry słup, na którym wiszą połamane rakiety. – Dość ciekawy pomysł na pomnik – myśli. Z zamyślenia wyrywa ją wołanie Witka z kortu. Widząc na jej twarzy pytanie: skąd to się tutaj wzięło, zagaja: – Fajny pomysł, nie? Pomnik „Nerwowego tenisisty”. – Aga uśmiecha się do siebie i już wie, że odtąd każdą połamaną rakietę będzie tu przynosić. Szybko przebiera się w strój sportowy. Idzie na kort nr 2, gdzie już czeka na nią ośmioletni brzdąc. – Korty w centrum miasta, przy ruchliwej A4, a mimo to tak tu spokojnie i cicho – myśli, kończąc pierwszą godzinę gry na historycznym korcie.

 

 

***

Piątek. Zebranie Społecznego Komitetu Obrony Kortów im. Jadwigi Jędrzejowskiej. Aga czuje się skołowana i zdezorientowana. Natłok informacji ją przytłacza. – Czy ja nie pomyliłam spotkań? – zastanawia się. Trudno jej to, co usłyszała, połączyć w logiczną całość. Witek przedstawia ją  panu Stanisławowi. Siadają wygodnie na kanapach wewnątrz klubu.

– Zacznijmy od początku – proponuje. – Jadwiga urodziła się w Krakowie, ale po wojnie osiadła u nas, w  Katowicach. I pozostała już tutaj do końca swojego życia. Przeprowadziła się do nas już po swoich największych osiągnięciach, jakimi były bezsprzecznie 3 finały wielkoszlemowe. Najpierw finał Wimbledonu w 1937 roku, w tym samym roku  finał US Open. Trzeci osiągnęła w 1939 roku, na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Były to sukcesy w grze singlowej, a przecież nie można zapomnieć o zdobyciu przez Jadzię tytułu w grze deblowej w 1939 roku na mistrzostwach Francji. Jeżeli do tego dodamy 22 tytuły mistrzyni Polski w singlu, 17 w deblu i 26 w mikście oraz 9 tytułów w singlu, 8 w deblu i 11 w mikście podczas Międzynarodowych Mistrzostw Polski – to wychodzi nam imponująca lista osiągnięć. Za te wybitne dokonania sportowe została uhonorowana Nagrodą im. Janusza Kusocińskiego. Obok niej tego zaszczytu dostąpili Stanisław Marusarz i Waldemar Baszanowski.

– Kiedy król Szwecji Gustaw V, z którym grywała w tenisa i bardzo się przyjaźniła, zaproponował jej wyjazd do Szwecji w czasie wojny i okupacji hitlerowskiej, nie zgodziła się. Była patriotką, nie chciała opuścić ojczyzny. Proponowano jej też pozostanie w USA i przejście na zawodowstwo gwarantujące duże zyski. Ale i na to się nie zgodziła, gdyż w ten sposób zamknęłaby sobie drogę do udziału w najważniejszym dla każdego tenisisty turnieju – Wimbledonie. Spędziła 40 lat, grając w tenisa, a potem kolejnych kilkanaście jako trener i działacz tenisowy. Zawodniczka z tak dużą liczbą tytułów jest rzadko spotykanym zjawiskiem na świecie, a co dopiero w Polsce. Żaden polski tenisista, póki co, nie dorównał w tym naszej Jadzi i trudno prognozować, aby się to komuś kiedykolwiek udało.

 

 

Zachęcony, opowiada o znanych tenisistach, którzy grali na katowickich kortach. Ivan Lendl, późniejszy triumfator ośmiu turniejów wielkoszlemowych, w wieku 17 lat brał udział w 32. Międzynarodowych Mistrzostwach Polski i przegrał, po zaciętym pojedynku, z Tadziem Nowickim 6:2 6:2 6:2. Z tym wynikiem wiąże się ciekawa historia. Otóż podczas komentowania pewnego meczu wybitny tenisowy dziennikarz Bohdan Tomaszewski nawiązał do meczu Lendl – Nowicki, ale nie wiedział, jaki był dokładnie jego wynik. Wtedy oglądający ów mecz w telewizji pan Stanisław zadzwonił do studia i przekazał faktyczny wynik. Tomaszewski poinformował widzów na wizji, że właśnie otrzymał telefon z Katowic przekazujący mu rezultat pojedynku z 1977 roku.

Kolejnągwiazdą, która miała okazję sprawdzić się na katowickich kortach, był Pavel Slożil, późniejszy trener Steffi Graf. Dotarł on do półfinału turnieju w 1976 roku, w którym przyszło mu się zmierzyć z Andrzejem Wiśniewskim. Ponieważ mecz się przeciągał i nastał wieczór, zaistniała możliwość grania przy świetle lub kontynuowania gry następnego dnia. Slożil doznał wcześniej kontuzji, skręcając staw skokowy. Ale mimo urazu nie zgodził się na przeniesienie meczu na kolejny dzień. Gra, kontynuowana przy sztucznym oświetleniu,  zakończyła się zwycięstwem Slożila. Staw skokowy nie pozwolił mu już jednak na grę w finale, dlatego po spotkaniu z Pavlem Sevcikiem doszło do porozumienia, którego efektem było przyznanie tytułu mistrzowskiego Sevcikowi.

Następną sławą, która zagościła w katowickim klubie, był Harry Hopman – australijski tenisista, zwycięzca 7 turniejów wielkoszlemowych w grze podwójnej oraz mieszanej, którego imię nosi turniej nazywany nieoficjalnymi mistrzostwami świata w mikście. Wygrał on w parze z Jadzią Jędrzejowską turniej w Rzymie i bardzo chciał odwiedzić jej kraj. Do Polski przyjechał w 1980 roku wraz z drużyną australijską. Zaangażował się nawet w organizację Międzynarodowych Mistrzostw Polski i wystarał się o darmowe piłki Slazengera na ten turniej. Ponadto podarował ówczesnemu prezesowi klubu Zygmuntowi Frączkowi swoją rakietę Maxply wraz pokrowcem, którą pan Stanisław określił mianem „białego kruka”.

Kolejnym sportowym wydarzeniem na kortach Baildonu był słynny „Cyrk Kramera”, który stanowili tenisiści jeżdżący po świecie i grywający pokazówki o całkiem duże pieniądze.

– Nie wiem, czy dotarłaś w Internecie do informacji na temat „miniolimpiady”, jaka miała tu miejsce? – Dziewczyna przecząco kręci głową. – Tak właśnie myślałem. W 1984 roku miał miejsce bojkot Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles przez państwa socjalistyczne. I w związku z tym zorganizowały one namiastkowe imprezy w różnych krajach na świecie. Nam przypadło przeprowadzenie turnieju tenisa, który był zorganizowany pod nazwą Międzynarodowych Mistrzostw Polski. Zjechali się tylko gracze z ZSRR ze Zwieriewem, Borysowem  i Jelisienką na czele i jak można się łatwo domyślić, zgarnęli wszystkie trofea.

Pan Stanisław sięga po plakat z cyklem bieżących imprez leżący na sąsiednim stoliku.
 – Zobacz, te korty wciąż „żyją” – mówi. – Wciąż przybywa chętnych do nauki tenisa i do rywalizacji w turniejach. Rozejrzyj się, na każdej ścianie znajdziesz galerię zdjęć z większości edycji Międzynarodowego Turnieju Seniorów „Katowice Cup” oraz z innych turniejów. A wszystkiemu temu przygląda się Jadzia Jędrzejowska, z portretu wiszącego na ścianie po lewej stronie od wejścia.

Dezorientacja, jaką dziewczyna czuła na zebraniu, teraz jest jeszcze większa. A troska na twarzy pana Stanisława staje się zrozumiała. – Wobec tego, skąd ta dyskusja na spotkaniu o wyburzeniu kortów? Przecież nie jest to obiekt ani zniszczony, ani zaniedbany ani tym bardziej nieużywany...

Pan Stanisław wyjaśnia. Aż nazbyt dokładnie. Kortom grozi likwidacja, bo w ich miejscu jest planowana budowa kompleksu biurowego. Zawiązali komitet obrony kortów. Wysłali wiele pism do różnych osób i miejsc, m.in. do minister sportu Joanny Muchy. Poparła ich m.in. Komisja Sportu, Turystyki i Rekreacji Sejmiku Województwa Śląskiego. A także wielu utytułowanych tenisistów oraz działaczy, jak Wojciech Fibak (który startował w turniejach na kortach JJ), Tadeusz Nowicki, Barbara Kowalska, Bogdana Gąsiorek, Janusz Zaorski (twórca „Piłkarskiego Pokera”), Andrzej Karczewski (kilkukrotny mistrz świata dziennikarzy), Eugeniusz Czerepaniak (który mimo że już ma 90 lat, co roku uczestniczy w turnieju weteranów). Teraz zbierają podpisy pod petycją w obronie kortów.

– Nie odkładamy rakiety, mecz wciąż trwa – zakończył, uśmiechając się i podnosząc wskazujący palec do góry.



Tekst: Paula Obara
Fotografie: Maciej Bobrowski
Licencja: Wszelkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus