Tu jesteś
costam
na marginesie:

Agnieszka i Leonard Czarnotowie

małżeństwo mieszkające w Mysłowicach, w dzielnicy Brzęczkowice. W mieście znani są z tego, że nieustannie wymyślają nowe sposoby promowania Mysłowic. Oprócz grzebania w historii lubią koty i podróże. Są małżeństwem z siedemnastoletnim stażem.

Brzęczkowice

dzielnica Mysłowic, sąsiaduje z dzielnicami: Brzezinka, Ćmok i Słupna. W Brzęczkowicach znajduje się park, w którym kiedyś stał autentyczny radziecki czołg.

Kąt Trzech Cesarzy

miejsce, gdzie od 1846 roku stykały się granice trzech cesarstw: niemieckiego, austriackiego i rosyjskiego. Granice Państw wyznaczały rzeki: Czarna Przemsza, Przemsza i Biała Przemsza. Miejsce to było wielką atrakcją turystyczną dla przybywających mieszkańców cesarstwa niemieckiego w XIX wieku.

Walcownia cynku Kunegunde

budynek, w którym mieściła się huta. Powstał na początku XX wieku.

Muzeum Miasta Mysłowice

utworzone 1 stycznia 2006 roku. Siedziba muzeum mieści się w Centralnym Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach przy ul. Stadionowej 7A.

Mysłowickie historie okiem Czarnotów

Siedemnastoletni staż małżeński to dwa lata po szklanych godach i trzy do porcelanowych. Zdawać by się mogło – kruchy okres. Sposobów na wspólne życie wśród par z takim bagażem jest pewnie tyle, ile kawałków porcelany zalegających przed drzwiami młodej w przeddzień ślubu. Sposobów na życie szczęśliwe zapewne odrobinę mniej, choć niektórzy posiedli tę bezcenną wiedzę. Agnieszka, wychodząc za Leonarda Czarnotę, nie miała polterabendu. Choć Górny Śląsk jest jej szczególnie bliski.

Małżonkowie z Mysłowic od kilku lat odkrywają historię swojego miasta i czynią wszelkie starania, by propagować ją zarówno wśród mieszkańców, jak i – jeśli się tacy trafią – turystów z innych miast, regionów, krajów. Tworzą zgrany duet – nie dość, że oboje dzielą tę samą pasję, to w dodatku wzajemnie się uzupełniają pod względem charakterów: Agnieszka z rozmachem rozpoczyna wszystkie opowieści, a Leonard ozdabia je wieloma smaczkami i zgrabnie puentuje. Ponadto Agnieszka nigdy nie zapomni pochwalić Leonarda za jego trud włożony w poszukiwania śladów historii, Leonard zaś za każdym razem nie omieszka przypomnieć o roli żony w swoich odkryciach.

 

Projekt fotograficzny Loenarda porównujący Mysłowice stare i nowe

 

Ani hanys, ani Ślązok

Czarnotowie mieszkają w jednej z kilkunastu dzielnic Mysłowic, Brzęczkowicach. Jak zgodnie twierdzą, historycznie nie ma tam nic ciekawego, bo to stosunkowo nowa część miasta, wybudowana wprost na polach uprawnych. Żeby dobrze poznać Mysłowice, trzeba zapuścić się w śródmieście. To tam bije serce zwane przeszłością. Swoje „zafiksowanie” na punkcie Mysłowic kwitują krótko: – Musimy dbać o jego przeszłość! Skoro instytucje tego nie potrafią, mieszkańcy niech wezmą los miasta w swoje ręce.

I Czarnotowie wzięli. Od trzech lat nieustannie wymyślają i wdrażają nowe sposoby na promowanie Mysłowic, zapoznawanie mieszkańców oraz innych ludzi ze – skądinąd bardzo zajmującą – historią tego, niestety podupadłego ostatnimi czasy, miasta.

Ich pasja nie ma związku z pracą, jaką wykonują na co dzień. Agnieszka zajmuje stanowisko kadrowej w jednej z publicznych instytucji w Katowicach. Leonard jest odpowiedzialny m.in. za projektowanie graficzne w Mysłowickim Ośrodku Kultury. Jak podkreślają – oboje nie są tzw. rdzennymi Ślązakami. Nie są ani hanysami, ani gorolami. Leonard co prawda urodził się w Zabrzu, ale jego rodzice pochodzą z zupełnie innych regionów Polski – rodzina ojca pochodzi z Dynowa i Lwowa, matki – z okolic Nowego Sącza. Rodzina Agnieszki podobnie. Gdy była mała, razem z rodzicami przyjechała do Mysłowic z dawnego województwa zielonogórskiego, obecnie lubuskiego – stamtąd pochodzi rodzina jej matki, ojciec jest z pogranicza małopolski i kieleckiego. Rodzice Agnieszki i Leonarda przyjechali tutaj, bo właśnie na Górnym Śląsku była praca i szansa na stworzenie domu – zakład pracy, oprócz możliwości zarobkowania, dawał również mieszkanie – stąd decyzja o migracji na Śląsk. Los chciał, że do Mysłowic.

To, że Czarnotowie zainteresowali się przeszłością miasta, było pewnie po części związane z chęcią zakorzenienia się w jakimś miejscu na świecie, poznania go od podszewki, żeby po prostu być bardziej świadomym otaczającej rzeczywistości. Małżonkowie zgodnie twierdzą, że problem Mysłowic, jak i zresztą wielu okolicznych miast, w których zakwitł niegdyś przemysł, polega na tym, że bardzo wielu ich mieszkańców to ludzie przyjezdni. Są to osoby, które – podobnie jak rodzice Agnieszki i Leonarda – przyjechały do Mysłowic za pracą i tutaj pozostały, ale zupełnie nie czują się z nimi związane, bo to nie jest ich rodzinne miasto! Natomiast z ich dziećmi, dziś już dorosłymi ludźmi, jest inaczej: oni chcą poznać miasto, w którym przyszło im żyć.

Leonard przyznaje, że od dawna interesował się przeszłością Mysłowic, choć od swoich nauczycieli jeszcze w latach szkolnych zbyt wiele się na ten temat nie dowiedział. – Pewnie też byli przyjezdni – tłumaczy. Ale dlaczego i on miałby żyć w wiecznej ignorancji? Postanowił – jako dorosły i ukształtowany już człowiek – sam się za uporządkowanie wiedzy zabrać. W sukurs przyszli mu ludzie i opowiadane przez nich historie i legendy, które trzeba było zweryfikować. Jedną z nich był czołg leżący na dnie Przemszy.

Projekt fotograficzny Loenarda porównujący Mysłowice stare i nowe

 

Tajemnica radzieckiego czołgu

Prawdziwa pasja Czarnotów związana z odkrywaniem Mysłowic rozpoczęła się od… lekcji modelarstwa. Kilka lat temu przy niegdysiejszym Miejskim Centrum Kultury (obecnie Mysłowickim Ośrodku Kultury) zorganizowali kółko modelarskie, na którym razem z uczestnikami budowali modele zdalnie sterowane wszystkiego, „co jeździ i pływa”. Modelarnia została urządzona niemal w stu procentach ze środków prywatnych darczyńców. Pomieszczenie, zaadaptowane przez MCK, dzięki pieniądzom sponsorów zostało przekształcone w pracownię. Mimo że modelarnia miała na początku wielu uczestników, upadła. – Dzisiaj młodzi ludzie chcą dostawać wszystko szybko, łatwo i tanio. Bez wysiłku. A to przecież kłóci się z podstawowymi założeniami takiej modelarni, gdzie trzeba włożyć sporo wysiłku, czasu i pieniędzy, aby powstał dany model – twierdzi Leonard. Tu zabrakło i cierpliwych adeptów, i wsparcia  finansowego goszczącej ich instytucji.

Co jednak budowanie modeli ma wspólnego z historią Mysłowic? Ano, co nieco ma… Otóż, zajmowano się tam także sklejaniem czołgów. Pewnego dnia Leonard po raz kolejny, tym razem od jednego z uczestników zajęć, usłyszał historię o tym, jak rodzice chłopaka kilkadziesiąt lat temu, kąpiąc się w Przemszy, skakali do niej z… radzieckiego czołgu, pochłoniętego potem w całości przez rzekę. Leonard postanowił znaleźć ów czołg, a przynajmniej zweryfikować fakt jego istnienia. Zorganizował akcję poszukiwawczą radzieckiego reliktu na dnie Przemszy (i wyciągnięcia go w razie odnalezienia). Na udział w niej zgodziła się Ewa Żerdzińska, autorka telewizyjnego cyklu programów „Podwodna Polska”. Wraz z nią przyjechał jej mąż z grupą ludzi pasjonujących się sportami ekstremalnymi. Pomogli również mysłowiccy strażacy. Pojawił się i dyrektor Muzeum Miasta Mysłowice oraz wielu zainteresowanych. Akcję rejestrowała kamera katowickiej telewizji regionalnej TVP3, aby tę wiekopomną chwilę uchwycić na żywo. Pogoda dopisała, zainteresowani się zjechali. Jak się okazało, na dnie rzeki stalowy kolos jednak nie spoczywał.

 

Projekt fotograficzny Loenarda porównujący Mysłowice stare i nowe

 

Mimo że nikt nie odnalazł radzieckiego czołgu, legenda o nim jest wśród mieszkańców Mysłowic wciąż żywa. Prawdą jest, że radzieckie czołgi w styczniu 1945 roku nacierały w stronę Mysłowic, ale żaden z nich po krótkiej walce i wysadzeniu w powietrze mostu na Przemszy nie wpadł bezpośrednio do rzeki. Kilka czołgów zostało zniszczonych na drodze i polach Brzezinki. Ten, który wszyscy „pamiętają”, upadł wraz resztkami mostu tuż przy brzegu rzeki. Być może pod wodą do dziś znajduje się tylko jakaś rosyjska ciężarówka, jednak tego do końca także nie wiadomo. – Ale na pewno na dnie rzeki coś leży. Jeśli tylko w mieście zapanuje przychylniejsza atmosfera dla tego typu działań i znajdą się pomocne osoby, aby zorganizować kolejną wyprawę, by to wyjaśnić, to ją zorganizuję – stwierdza z nadzieją Leonard.

Zapytać nie grzech

Tak oto historia o radzieckim czołgu na dnie Przemszy zainspirowała Leonarda i Agnieszkę do nieco głębszej refleksji nad miastem, w którym przyszło im żyć. Leonard postanowił odwiedzić archiwum Muzeum Miasta Mysłowice, aby pooglądać dawne mapy, zdjęcia oraz inne dokumenty dotyczące miasta. Za wiele wtedy tam nie znalazł, gdyż Muzeum było stosunkowo nową placówką, gromadzącą dopiero swoje zbiory. Postanowił więc na własną rękę rozpocząć poszukiwania śladów dawnych Mysłowic wśród jego mieszkańców: pamiątek, które posiadają, opowieści i legend, jakie sobie przekazują…

Jak wygląda takie poszukiwanie śladów historii? Otóż najlepsze, według Leonarda, są dwie metody – pierwsza z nich to dotrzeć do ludzi bezpośrednio, czyli rozmawiać z nimi wprost na ulicach, w ich własnych ogródkach, pytać o ich własną przeszłość, oglądać zachowane pamiątki, które przechowują w swoich szafach… A nuż mysłowiczanie mają w zanadrzu jakieś arcyważne historie do opowiedzenia i rzeczy do podarowania? Drugą metodą jest namawianie – poprzez zamieszczenie ogłoszenia w poczytnej lokalnej gazecie – do tego, żeby przekazywać do Muzeum Miasta Mysłowice najróżniejsze przedmioty i drzemiące w nich historie związane z miastem. Później takie muzealne zbiory można opracowywać, analizować i wyciągać z nich wnioski... Ważne też okazuje się wertowanie (zaskakująco) wielu książek, w których opisano Mysłowice, znajomość z kilkoma innymi pasjonatami, Internet oraz wytrwałość.

Rozpoczęły się zatem wędrówki po mieście i rozmowy z napotkanymi mieszkańcami. Być może niejednego poszukiwacza miejskich legend zagadywanie obcych ludzi by zniechęciło, ale nie Leonarda, który nie miał oporów, by wyjść do mieszkańców. Bo żeby dowiedzieć się czegoś naprawdę interesującego, trzeba przełamywać takie właśnie bariery – pytać, dopytywać, interesować się tym, co ludzie mają do powiedzenia, bo mają i chcą opowiadać, ale trzeba najpierw samemu uczynić ten pierwszy krok. Jeżeli w ogródku siedzi starsza pani – należy do niej podejść i zapytać. Ci ludzie chcą tego, ale nie zawsze, gdyż – jak twierdzi Agnieszka – nie wszyscy chcą opowiadać o wszystkim. Są tacy, którzy zamykają się w temacie wojny. Jesteśmy na ziemi śląskiej, a rozważania na temat, czyj przodek po czyjej był stronie, polskiej czy niemieckiej, są dla wielu wciąż bardzo bolesne. Ale Czarnotów nie interesują te podziały, tylko to, jak wyglądało miasto i życie w nim w przeszłości. Dlatego też z zapałem wertują kolejne książki, krążą po dzielnicach, zaprzyjaźniają się z kolejnymi świadkami historii, którzy sami już stanowią historię.

 

Poszukiwania T 34 w 2008 roku

 

Co znajduje się wśród cennych nabytków małżonków? Na przykład pamiętnik 14-latka, który opisuje wybuch wojny i jako młody chłopak idzie na wojenkę. Było także wiele zdjęć z różnych epok, pocztówek, gazet, planów miasta, map, rodzinnych pamiątek. O dziwo – mieszkanie Czarnotów nie przypomina muzeum. Wszystko, co zdobędą, oddają do Muzeum Miasta Mysłowice. Z rozbrajającą szczerością przyznają, że tam ich miejsce. Wykonują tylko kopie wszystkich nabytych rzeczy. Nie mają potrzeby ich kolekcjonowania, bo w każdej chwili mogą mieć przecież do nich dostęp.

Makiety, rysunki, wystawy, gadżety

Leonarda interesuje tzw. ludzka strona historii miasta. Dąży do rekonstrukcji wyglądu niektórych budynków i ulic. Rysuje i zestawia na potrzeby wystaw obrazy fotograficzne miasta dawnego i obecnego, tworzy modele z papieru lub ich wizualizacje na komputerze. Chciałby stworzyć makietę mysłowickiego dworca, odkrył bowiem ciekawą historię dotyczącą jego przebudowy. – To wszystko powstaje, bo ja po prostu jestem tego ciekawy! – podsumowuje.

Małżonkowie są także autorami artykułów ukazujących się w prasie lokalnej. Oprócz pisania o historii i topografii miasta piszą także o wizytach sławnych gości w Mysłowicach: Józefa Ignacego Kraszewskiego (o pamiętnej, nieprzyjemnej nocy, spędzonej to w Jaworznie-Szczakowej, to zaś w Mysłowicach, pisze sam Kraszewski w swoich „Pamiętnikach”), siostry Fryderyka Chopina, wracającej z Francji do kraju z ukrytym sercem pianisty i korespondencją do George Sand, czy Aleksandra Dumasa (syna), który znalazłszy owe listy w Mysłowicach, oddał je w ręce pani Sand, przez co polska literatura straciła cenny nabytek (gdyż listy te zostały prawdopodobnie przez pisarkę spalone)… Za artykuły, które piszą, nie biorą wynagrodzenia.

Podczas organizacji prezentacji i wystaw o Mysłowicach wielu mieszkańców pytało o możliwość kupienia wykonanych przez Czarnotów materiałów. Zaskoczeni takimi pytaniami doszli do wniosku, że w Mysłowicach jako pamiątkę można od wielu lat kupić jedynie pocztówki... Wychodząc naprzeciw mieszkańcom, którzy znają historię swojego miasta, i nie tylko im, wpadli na pomysł założenia sklepiku z pamiątkami. Funkcjonuje on całkiem od niedawna na Starym Mieście. Co prawda nie jest to ich sklepik, tylko znajomych, ale dzięki ich uprzejmości wśród stałego asortymentu sklepu znalazły się także pamiątki tworzone według pomysłu Czarnotów, czyli: kubki, puzzle, obrazki, podstawki – wszystko z wizerunkami Mysłowic (na kubkach i obrazkach są powielane reprodukcje rysunków piórkiem autorstwa Leonarda). W zamierzeniu jest stworzenie zegara z wizerunkiem miasta. A zainteresowanie pamiątkami przerosło najśmielsze oczekiwania pomysłodawców!

 

Projekt fotograficzny Loenarda porównujący Mysłowice stare i nowe

 

Spacer po przeszłości

Gdyby mieli coś pokazać turyście, który przyjechał do Mysłowic w poszukiwaniu interesujących miejsc, wybraliby tzw. Promenadę, czyli trakt spacerowy, którym z centrum miasta do granicy, czyli do Kąta Trzech Cesarzy, wędrowali przybywający tu licznie w XIX wieku obywatele nie tylko cesarstwa niemieckiego. Trasa ta pamięta bardzo wiele… Na tej Promenadzie tętniło życie, można powiedzieć, że do Mysłowic owego czasu zjeżdżało się pół Europy – świadczą o tym liczne pamiątki (ozdobne papierośnice, grawerowane naczynia) i setki kolorowych pocztówek wysyłanych przez zwiedzających granicę obywateli cesarstwa niemieckiego. Żałują tylko, że dziś Promenada jest taka zaniedbana.

Uwagę przechodnia przykułyby także znajdujące się na linii traktu spacerowego: Willa Kuderów (dworek wybudowany w stylu neoklasycystycznym, zamieszkany przez szanowaną w mieście rodzinę Kuderów), dworzec kolejowy, choć kilkakrotnie przebudowywany i bez widocznych cech żadnego stylu, to jeden z pierwszych w tej części regionu (powstanie kolei w Mysłowicach wiąże się z 1847 rokiem) i wiele innych budynków, jak choćby piękna hala główna dawnej walcowni cynku Kunegunde, gdzie dziś mieści się sklep sieci Biedronka. Idąc dalej Promenadą, przechodzień minęliby tzw. Przewiązkę, czyli dawną stację emigracyjną Maksa Weichmanna – punkt, z którego emigranci z całej Europy wyjeżdżali do Hamburga, a stamtąd dalej, do obu Ameryk. Przewiązka potocznie nazywana była „mostem westchnień”, nietrudno zgadnąć dlaczego: zawieszona ponad dwoma ulicami łączyła stację emigracyjną z peronem, z którego odjeżdżały pociągi do cesarstwa, była więc niejako przepustką do lepszego świata – przynajmniej tak wydawało się ówczesnym emigrantom wyruszającym na Zachód. Spacer zakończyliby na wspomnianym już Kącie Trzech Cesarzy, w XIX wieku będącym miejscem styku granic trzech cesarstw: niemieckiego, austriackiego i rosyjskiego. Dzisiaj ów historyczny Kąt jest tylko miejscem, w którym łączą się dwie Przemsze: Biała z Czarną (tworząc Przemszę), i granicą dwóch miast: Mysłowic i Sosnowca (niegdyś jeszcze Jaworzna – do czasu, kiedy dzielnica Jęzor została przyłączona do Sosnowca).

Co jeszcze mogłoby zainteresować potencjalnego przybysza? Główne ulice miasta, również pamiętające naprawdę dawne czasy – Bytomska, Powstańców, Grunwaldzka oraz Krakowska. No i rynek, który zachował średniowieczny układ rozchodzących się odeń uliczek. Na uwagę zasługują także plac Wolności, na którym kiedyś dumnie prezentowała się synagoga, spalona przez Niemców podczas wojny, czy plac Mieroszewskich, gdzie istnieje do dziś pierwsza Synagoga, ukryta w starym budynku, którego Niemcy nie zdążyli wysadzić w powietrze.

Marzenia, plany

Czy mają pomysł na rozwój zniszczonych, zapomnianych trochę Mysłowic? Tak, i to wiele. Chcieliby, aby wreszcie były Kąt Trzech Cesarzy został zrewitalizowany, żeby można było się tam wybrać na rowerze lub pieszo, a na miejscu – usiąść na ławce czy też w jakiejś przytulnej kawiarence napić się kawy. Rewitalizacja tego terenu nie zależy jednak od nich, ale od włodarzy miasta.

Plany, które Czarnotowie mogliby wdrożyć ot tak, sami od siebie, są związane z dalszą promocją Mysłowic. Planują na przykład napisać przewodnik po Mysłowicach – podręczny, kieszonkowy, taki, który każdy mógłby kupić i zwiedzić z nim miasto. Alternatywą dla przewodnika jest mapa Mysłowic z naniesionymi na nią miejscami, które warto zobaczyć. Problem w tym, że Leonard nie ma czasu, aby ją sfinalizować, czyli narysować. W głowie świta mu już pomysł na grę planszową, która oczywiście dotyczyłaby Mysłowic, oraz na ilustrowaną książeczkę dla dzieci i młodzieży, opowiadającą historię miasta. Bardzo realnym planem, który właściwie już jest realizowany, jest kolorowanka dla dzieci, która wkrótce zostanie wydana w liczbie tysiąca sztuk. Światło dzienne kolorowanka ujrzy dzięki pomocy prywatnego sponsora. Zawierać będzie 12 motywów związanych z Mysłowicami. Agnieszka zdradza także, że do sklepiku z pamiątkami trafi ich nowa pamiątka – komplet pocztówek-zdjęć 3D poświęconych nieczynnej już, stojącej niemal w centrum miasta, zupełnie opustoszałej Kopalni Mysłowice. Dla kogo to wszystko? Twierdzą, że dla młodych ludzi, którzy tutaj się urodzili i to miejsce zawsze będzie dla nich domem.

Mają pracę i zajmującą pasję. Czy starcza im czasu na coś jeszcze? Leonard rysuje (nie tylko Mysłowice), Agnieszka ostatnio lubi haftować i wykonywać inne prace manualne. Oboje dobrze czują się w drodze, więc jeśli tylko mają wolną chwilę, wędrują po Polsce. Najchętniej wybierają małe miasteczka i miejsca, w których przeszłość ciągle jeszcze wiele znaczy.



Tekst: Marta Odziomek
Fotografie: z archiwum bohaterów tekstu
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus