Tu jesteś
costam
na marginesie:

Pani ze Skarbka

nazywa się Elżbieta Stopyra, jest właścicielką jednoosobowej działalności - Firma Mones. Studio Nagrań Komunikatów Reklamowych. Mieszka w Tychach, co sobie ceni, choć najbardziej znana jest w Katowicach. Od lat czyta ogłoszenia na Rynku - w Skarbku i Zenicie. Prywatnie - intrygująca osobowość.

Pani ze Skarbka. Za głosem serca

Student: Pewnie ma 70 lat i jest żywcem wyjęta z PRL-u, siwy koczek, te sprawy.
Ochroniarz banku, w średnim wieku: Młoda, 25 lat, miła, ładna, głos ma dobry i ciepły, na pewno nie Ślązaczka, bo nie zaciąga.
Babcia sprzedająca czosnek na rynku: W sile wieku, około czterdzieści lat, kształcona. Głos to ma taki, że ma chyba dobre serce.
Uczeń gimnazjum: Syntezator. Kto by to czytał?
Jego kolega: Nie, właśnie człowiek. Starsza babka, trzydziestka. Siedzi sobie w zakurzonej kanciapie w Zenicie, je pizzę i patrzy w komputer.

A Ty? Zastanawiałeś się kiedyś, kim jest Pani ze Skarbka?

*

Najbardziej tajemnicza kobieta w Katowicach

Kogokolwiek zapytać na mieście, nikt nie zna tożsamości Głosu ze Skarbka. Chyba, że trafi się na katowickich przedsiębiorców. Ci albo korzystają, albo chociaż natknęli się na jej ofertę: Firma Mones. Studio Nagrań Komunikatów Reklamowych. Stopyra Elżbieta. Działalność zarejestrowana w Tychach. Wielkie firmy, sieciowe molochy lekceważą jej ofertę, ale małe, lokalne, katowickie od dziesięciu lat płacą, by o nich mówiła. Płacą, więc mówi tylko dobrze.

 

ilustracja Iwona Olbrecht

 

Zaczęło się, gdy

… jako młoda dziewczyna chciała być laborantką. Lubiła precyzję, praca wydawała się idealna. Dostała się na staż. Pielęgniarki chodziły wtedy z wielkimi koronami, dumne, groźne. Ela na głupotę miała uczulenie, więc nie zgodziła się z pewną niesprawiedliwą decyzją oddziałowej. Rzuciła w kąt biały fartuszek. Tak nie zasiedziała się na lata 70. i 80. „w medycynie”.

Życie prywatne dało jej w tym czasie w kość. Za oknem ciężka komuna. Na sercu też nie było lekko. Zaczęła więc szukać dla siebie nowego zajęcia z podwójną motywacją.

Pod czapką Stańczyka

… znalazła je na całe pięć lat. Od 1984 roku licząc.

Duża państwowa instytucja nosiła nazwę Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych. Elżbieta zajęła się kontrolą. Odwiedzała salony gier, kluby, restauracje. Praca była taka, jak i same przedsiębiorstwa – rozrywkowa. Dzięki niej przez jakiś czas żyła w zupełnie innym świecie niż ludzie dookoła. Ani kartek, ani kolejek, ani smęcenia. W ZPR-ach, które miały wówczas logo z czapką Stańczyka, trudno było nie otaczać się radosnymi ludźmi. Owszem, byli tam i dorobkiewicze, którzy właśnie kradli swój pierwszy milion. Ale nawet szeregowej pracownicy, jak ona, pozytywny nastrój się udzielał.

Pozwoliło jej to zachować świeżość i higienę wewnętrzną.
W obmierzłym systemie – rzecz na wagę złota.

Praca skończyła się w 89. Sprzątnięto ze stołów. Ostatni zgasił światło.

Elżbieta, chcąc utrzymać siebie i córkę, poszła do Spółdzielni Spożywców Społem. Tam zahaczyła się jako sekretarka. Niedługo jednak posiedziała w papierach. Ktoś z refleksem dostrzegł, że dziewczyna z takim głosem to skarb. I zaproponował, by czytała ogłoszenia.

W radiowęźle

… pojawiła się  dokładnie w 1991 roku. Pierwszy dzień w pokoju służbowym – pełno kabli i wielka kolumna sprzętu patrzyły na nią od wejścia. Od czego zacząć? W co ręce włożyć? Przez pierwsze dwa lata czytała reklamy na żywo. Wydawało jej się, że każdy przechodzień jej słucha. I wyłapuje najmniejszy błąd. Wkrótce Społem zaczęło nagrywać na taśmę a już w 1995 roku pojawił się komputer.  Dyrektorzy, widząc, że nowa technologia zaoszczędza czasu, przydzielili jej, oprócz Skarbka, Zenit. Od tego czasu katowiczanie słyszeli ją z obu stron umiejscowionego w splocie linii tramwajowych Rynku.

Na czytaniu się nie kończy

Pani Elżbieta, ceniąc sobie estetykę, zaczęła organizować w Domu Handlowym Skarbek pokazy mody. Ludziom się podobało. Przychodzili, oglądali. Od lat 90. aż do 2005 roku prowadziła też spotkania na Dzień Dziecka i Mikołajki. Były to ostatnie lata, gdy mieszkańcy miasta mogli ją nie tylko usłyszeć, ale równie często zobaczyć.

Radiowęzeł na włosku

...zawisnął w 2001 roku. W Społem cięli etaty aż huczało. Padła propozycja, by reklamą zajęła się prywatna osoba. Ktoś rzucił –To może Ela?

Dostała dwa dni na podjęcie decyzji. Wzięła to. Częściowo mogła korzystać ze ścieżek wydreptanych przez osoby, które wcześniej współpracowały z radiowęzłem. Ale od tej pory było to wyłącznie jej narzędzie. Na którego okiełznanie musiała znaleźć własny sposób.

Na swoim

Klientów musiała szukać sama, chodząc od firmy do firmy z ofertą. Głównie tych blisko Rynku, by móc potem przeczytać: „zapraszamy, to tylko pięć minut od Rialto”. Nie wiedząc za bardzo, ile od ludzi za reklamę brać, zdecydowała, że pozostawi to swojej intuicji i będzie miała „cennik na twarz”, czyli "płacisz tyle, na ile wygląda, że cię stać".

Intuicja stała się zresztą jej najwierniejszym doradcą. Pani ze Skarbka, jak wielu małych przedsiębiorców, to samouk. Bez wyższych studiów, bez zarządzania, marketingu, bez szkoły emisji głosu. Tego, jak sprzedać, pozyskać klientów i promować swoją firmę, nauczyła się na ulicy: poszła raz, drugi do banku, tam trzydziestolatka w profesjonalnej garsonce opowiadała, zadawałe pytania, roztaczała wizję możliwości tak, że trudno było się ludziom oprzeć. Więc Elżbieta podpatrzyła,  zapamiętała, by potem wiedzieć, jak z klientem rozmawiać.

Pomogła jej też słabość do teatru. Latami podsłuchiwała, jak wypowiadają się aktorzy. Dobra dykcja to podstawa! Opłaciło się. Potem sama mogła szkolić w emisji głosu adeptów dziennikarstwa. Po dziewiętnastu latach sąsiedztwa z Teatrem Śląskim, zaproszono ją, by czytała, obok aktorów tego teatru, fragmenty encyklik papieża. Nogi miała jak z waty. Zupełnie jak tego dnia, gdy pierwszy raz weszła do pokoju pełnego kabli.

Można? Można

Dziś, z pomocą współpracownika, nagrywa reklamy w studio w Tychach. W Katowicach jest średnio dwa razy w tygodniu. Zanosi na Rynek CD do puszczenia.

Nie jest syntezatorem. Nie je w pracy pizzy, choć kocha Włochy. Skończyła 60 lat.  Zamiast siwego koczka ma blond loki do ramion, które poprawia zadbaną dłonią. Oczy ma niebieskie, mądre, spokojne, zmarszczek niewiele, a głównie te „uśmiechowe”.

Dla większości jest jednak po prostu „głosem”. Jej samej to bardzo odpowiada, bo ceni swoją anonimowość.

Zdjęcia do artykułu też nie da. Co prawda można je znaleźć w sieci, bo pisali o niej dwa razy w lokalnej gazecie. Ale i teksty poszły wtedy trochę poprzekręcane, i fotografie mało wyraźne, więc proszę nie dać się zmylić!

Dopóki się nie odezwie, napotkana przypadkiem w kolejce czy pociągu, za nic nie dowiesz się, że właśnie stoisz twarzą w twarz z najbardziej tajemniczą kobietą w tym mieście.

 


Tekst: Marta Zwolińska
Ilustracja: Iwona Olbrecht
Licencja: Tekst - Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska (CC BY-NC-ND 3.0) / Opis: "Tekst autorstwa Marty Zwolińskiej, stworzony dla projektu Mapa Miejsc Ciekawych www.mmc.org.pl" / Ilustracja - wszystkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus