Tu jesteś
costam
na marginesie:

Teatr & Klub muzyczny Old Timers Garage

Znajduje się przy ulicy Gen. Jankego 132. Klub czynny jest od czwartku do niedzieli od godziny 17. O wszystkich wydarzeniach można przeczytać na stronie www.old-timers.pl.

Zabawa na tylnym siedzeniu

Muzyka, teatr i stare samochody. Okazuje się, że te trzy rzeczy łączy więcej, niż mogłoby się wydawać. Wystarczy mieć pomysł, pasję i… wolny garaż. Z Krzysztofem Bergierem, managerem Old Timers Garage, rozmawiałam o El Comandante, Dialogach Penisa i zdolnościach aktorskich pewnego samochodu.

 

fot. Krzysztof Piątek

 

Najlepszy wóz PRL-u

           

Kino Piast na ulicy Gen. Jankego 132 zostało otwarte w 1933 roku. Po tym, jak zamknięto je w 1991, w miejscu tym przez jakiś czas znajdował się sklep AGD. Popadający w ruinę budynek wykupił Adam Grządziel, człowiek z pasją przez duże „P”. Od lat zafascynowany jest kolekcjonowaniem starych samochodów. Początkowo otworzył w budynku dawnego kina małe muzeum prezentujące wybrane eksponaty. Z czasem zdecydował się, aby odbywały się w nim także koncerty. Tak powstało jedno z najoryginalniejszych miejsc na Śląsku – Old Timers Garage. Obecnie kolekcja samochodów liczy ponad 30 egzemplarzy. Każdy z nich posiada unikatową historię, a odkrywanie owych opowieści to istotny element kompletowania kolekcji. Jest co odkrywać, gdyż niektóre z samochodów mają ponad sto lat. Kto nimi jeździł? Gdzie je znaleziono? Okazało się, że tego typu historie potrafiły zaciekawić nawet największego ignoranta samochodowego, jakim jestem ja.

Jednym z najciekawszych eksponatów jest ZIŁ 111D Cabrio. Wyprodukowany w latach 60. dla radzieckich dygnitarzy miał jedną funkcję – olśniewać i budzić respekt. Radziecka limuzyna ma prawie 7 metrów długości. Osiągała prędkość nawet do 170 km/h. Rzadko jednak wykorzystywano pełną moc samochodu, był to bowiem pojazd „paradny”, przeznaczony do powolnego przemieszczania się wśród wiwatujących tłumów. Aby dygnitarz przypadkiem się nie przewrócił, model ten był wyposażony w specjalny drążek, który służył podtrzymywaniu się w trakcie jazdy na stojąco. Ził wywoływał podziw nie tylko swym zewnętrznym wyglądem, ale także wyposażeniem – elektrycznie opuszczane szyby i antena, klimatyzacja, składane siedzenia. Pomimo wiadomej niechęci władz komunistycznych wobec wszystkiego, co zachodnie, ził wyraźnie nawiązuje do amerykańskich samochodów z lat 50., w szczególności do modeli Packarda z lat 1955-56. Tym, co wyróżnia ten model ZIŁ-a, jest także jego unikatowość. Wyprodukowano zaledwie 11 sztuk, z czego zachowało się 5 (w Polsce 2). Właśnie tym samochodem jeździł Fidel Castro podczas swojej wizyty na Śląsku w 1972. Owa zapomniana już dziś wizyta była potwierdzeniem niezwykłej „przyjaźni polsko–kubańskiej”. El Comandante podczas swojego pobytu odwiedził Spodek i kopalnię Jan, w której przywdział nawet górniczy strój. Ził jest bez wątpienia legendą motoryzacji. Ta defiladowa limuzyna nawet dziś robi niesamowite wrażenie. Można sobie tylko wyobrazić, jakie reakcje wywoływała ponad 50 lat temu.

 

fot. Krzysztof Piątek

 

W kolekcji nie mogło zabraknąć Forda T, pierwszego samochodu produkowanego seryjnie. Ogromna popularność tego modelu wiązała się z niewysoką ceną – w 1927 wynosiła ona ok. 300 dolarów. Dzięki rozwojowi taśmowej produkcji czas montażu samochodu wynosił zaledwie 90 minut. Innym modelem jest Ford T Speedster z 1914 roku, który w całości został odrestaurowany na bazie oryginalnych części. Speedster przez wiele lat rdzewiał w hangarze. Jak opowiada Krzysztof: – Adam odnalazł go gdzieś w zamkniętym lotnisku, w stercie jakichś śmieci lotniczych. Wydobyli go i kupili za równowartość kilku komiksów.

W 1920 możliwe już było wyprodukowanie samochodu z silnikiem elektrycznym. Był to Buick Touring. Samochód ten nie jest jednak zbyt praktyczny: po całonocnym ładowaniu prądem jest w stanie przejechać… 5 km. Niedługo będzie można go kupić w Jaworznie za jedyne 140 tysięcy złotych.

 

Garażowy blues

           

Old Timers Garage jest obecnie przede wszystkim klubem muzycznym. Nie usłyszymy w nim popu ani techno. Preferowane gatunki to oczywiście blues, jazz i poezja śpiewana. – Każdy może się zgłosić, ale nie każdy może zagrać – mówi Krzysztof. Oprócz jakości wykonywanej muzyki konieczne jest także odpowiednie podejście. Nie chodzi o to, aby „odbębnić” koncert, po raz tysięczny grając to samo. – Chodzi o to, że to ma być dobra zabawa. Praca w klubie to poniekąd nasze hobby, więc chcemy czerpać z niej pewną radość. Na pewno nie chodzi nam o to, żeby ktoś przyszedł, zrobił, co ma zrobić, i wyszedł. Z tymi ludźmi nawiązujemy jakieś więzi, mamy wielu przyjaciół muzyków – dodaje Krzysztof. W klubie koncertują zarówno dawne gwiazdy, np. Jerzy Połomski czy Stan Borys, jak i debiutanci. Nieodłącznym elementem są coraz bardziej popularne na Śląsku jam sessions, tyle że tutaj przyjmują one odrobinę bardziej profesjonalny wymiar – z udziałem akustyka i oświetleniowca. Z racji swojego nietypowego wystroju miejsce to staje się często tłem dla teledysków i planem filmowym. Krzysztof zdradza mi też, że jego zdaniem najlepsi muzycy na Śląsku pochodzą z Bytomia. Nie wie jednak dlaczego.

 

fot. Krzysztof Piątek

 

Melodia silnika

 

Obecnie klub staje się także alternatywnym teatrem. W założeniu ma wypełniać lukę w repertuarowym doborze katowickich teatrów. O tym, że owa luka istnieje, świadczy duże zainteresowanie produkowanymi przez „Garaż” spektaklami. Piaskownica, Audiencja V, Dialogi Penisa i ich kontynuacja Halo Penis to tylko niektóre przedstawienia, które powstały w tym miejscu. Tutejsze spektakle w założeniu mają być przede wszystkim dobrą rozrywką. – Teraz teatr jest bardzo klasyczny, bardzo smutny. Do teatru trzeba przyjść w garniturze. My staramy się zupełnie złamać ten pogląd i robimy coś, na czym ludzie przez półtorej godziny śmieją się do łez. Halo Penis jest chyba najbardziej nietypową rzeczą, jaką stworzyliśmy. Dialogi penisa też. To są takie dwie nasze sztuki maksymalnie śmieszne i maksymalnie sympatyczne – mówi manager Old Timers Garage. Spektakl można było zobaczyć także podczas wakacyjnego cyklu organizowanego przez Teatr Śląski – Lato w Malarni. Wzbudzał takie zainteresowanie, że trzeba było go grać nawet dwa razy dziennie. – Kuba jest stworzony do odgrywania roli penisa. Ma różowy sweterek, białe spodnie i taki biały przedziałek na głowie – śmieje się Krzysztof.

Okazuje się, że pasję do samochodów, muzyki i teatru można połączyć w dość zaskakujący sposób. Ekipa z Old Timers Garage obecnie zajmuje się produkcją musicalu. Główną rolę gra w nim samochód Bricklin SV-1. Produkcja musicalu okazała się wyzwaniem, konieczna jest przebudowa klubu: – W związku z musicalem trzeba powiększyć scenę oraz zamontować specjalną wyciągarkę do samochodu. Konieczne są także różne dodatki do tego samochodu, gdyż musi być interaktywny i sterowany zza konsoli – mówi manager. Kim jest główny bohater musicalu? Historia Bricklina to opowieść o wielkich marzeniach i spektakularnej porażce. Marzeniem milionera Malcolma Bricklina było stworzenie najbezpieczniejszego samochodu na świecie. Drzwi typu gull-wing otwierały się i zamykały za pomocą przycisku. Cała karoseria wykonana była z tworzywa, samochód posiadał dodatkowe wzmocnienie drzwi i zderzaki pochłaniające uderzenie. Niepalący milioner był przekonany o tym, że palenie podczas jazdy może być niebezpieczne – dlatego też Bricklin pozbawiony był zapalniczki. W założeniu najbezpieczniejszy samochód okazał się jednak bardzo niebezpieczny: – Otwierane i zamykane elektrycznie drzwi kilku osobom odcięły rękę. Często się zacinały, zdarzało się, że kogoś przytrzasnęły. Także plastik z biegiem czasu ulegał zmianom, drzwi można było potem otworzyć byle śrubokrętem – opowiada Krzysztof. W efekcie zaprzestano produkcji tego modelu. Pełną historię opowie jednak sam Bricklin. Nawet jeśli okaże się, że nie jest zbyt utalentowany, to przynajmniej świetnie prezentuje się na scenie.

 

fot. Krzysztof Piątek

 

Back to the future

 

Tegoroczny sezon upłynie pod znakiem Powrotu do przyszłości. W kultowym filmie ważną rolę odgrywał nie mniej kultowy samochód, jakim jest DeLorean. Od września będzie można go oglądać w Old Timers Garage. Jak długo? Nie wiadomo – tym, czego z pewnością nie lubią w „Garażu”, jest stagnacja. Dlatego wciąż coś się zmienia. Krzysztofowi brakuje jedynie zaangażowania lokalnej społeczności. Do klubu przyjeżdżają ludzie z całej Polski, jednak rzadko zdarza się, aby pojawił się ktoś z Piotrowic. – Piotrowice to taka trochę sypialnia. Ludzie są przyzwyczajeni do tego, żeby bawić się w centrum. Tutaj nie działo się nic, to była szara ulica – mówi. Warto przejść się i przekonać, że istnieje w Katowicach dobra rozrywka poza Mariacką.

 

 

Tekst: Agata Stronciwilk
Fotografie: Krzysztof Piątek
Licencja: Tekst - http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/3.0/pl/ opisany "Tekst autorstwa Agaty Stronciwilk stworzony dla projektu Mapa Miejsc Ciekawych www.mapamiejscciekawych.pl" | Fotografie - wszelkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus