Tu jesteś
costam
na marginesie:

BIBU

Nazywający siebie kolektywem twórczym. Rozpoczął działanie jako prywatna galeria (z siedzibą w Katowicach przy ul. Mickiewicza 26/4), stopniowo rozwinał się o inne sekcje (m.in. kino, panele dyskusyjne, kuchnia artystyczna). Od 2012 organizator festiwali "sztuczno"-muzycznych. Obecnie bez oficjalnej siedziby.

BIBU. Jak się robi galerię sztuki?

Dawno, dawno temu, za górami, za hałdami, w sercu przemysłowego Śląska była sobie mała galeria... Mieszkała w niej skromnie, ale z mnóstwem przyjaciół, urocza para – Sybilla i Michał. Ich zapał i entuzjazm tak zachwycił Kulturalną Wróżkę opiekującą się wszystkimi galeriami w Katowicach, że postanowiła obdarować ich magiczną mocą realizowania każdego, nawet najbardziej szalonego pomysłu. Pewnego dnia obudzili się więc gospodarze galerii z niezwykłym przeczuciem, że odtąd nic już nie będzie takie samo...

Z archiwum galerii

...Wielu próbowało odkryć sekret Sybilli i Michała. Pytali ludzie, skąd się wziął ten nagły rozgłos. Jak udaje im się zebrać tylu ludzi? Byli nawet tacy, którzy posądzali ich o czarną magię, lecz pięknej Sybilli daleko było do czarownicy na miotle, a Michał zbyt lubił ludzi, by pogłoski mogły zyskać poparcie. Większość jednak po cichu podejrzewała, że w przestrzeni galerii musi kryć się jakiś sekret – przepis, dzięki któremu wszystkie plany nabierają kolorów i przyciągają pozytywnych ludzi. Niejeden śmiały dziennikarz próbował rozwikłać tę zagadkę. Oto, co udało się zaobserwować...

Na starym metalowym domofonie lśni nowością biało-czarna tabliczka z napisem BIBU. Po naciśnięciu przycisku rozchodzi się donośny brzęczący dzwonek. Na pierwszym piętrze już czekają otwarte drzwi.

 

Krok pierwszy: Zaparzyć aromatyczną kawę lub herbatę. Dla miłośników chłodnych napojów powinna znaleźć się woda mineralna z cytryną.

 

Duży drewniany stół, herbata na stole. Patrząc na właścicieli, trzeba odłożyć na chwilę na bok stereotyp sztywnych poważnych biznesmenów. Nie ma wydumanej oficjalnej rozmowy. Nie ma artystowskich rozważań częstych dla profesorów z ASP. Nie ma też podpytywania o zawiłe koncepcje filozofii sztuki. Jest za to herbata miętowo-gruszkowa i wygodne krzesło.

– Fajnie się wypełniamy – zaczyna Sybilla, spoglądając na siedzącego obok Michała. – Założyliśmy, że ma to być otwarte miejsce spotkań. Żeby ludzie mogli pobyć ze sztuką, a czasem i z ludźmi, którzy tu przychodzą. Aby było to miejsce dla ludzi, którzy szanują sztukę. Ja na co dzień jestem wykładowcą, więc obcuję i z młodzieżą, i z dorosłymi ludźmi, artystami. Michał nie miał wcześniej takiej sposobności, taka okazja pojawiła się, gdy mnie poznał. Z ulicy człowiek nie wejdzie na Akademię. Jesteśmy zanurzeni w swoim sosie.

– A poza tym to jest Koszarowa... kto tam dotrze? – dopowiada, śmiejąc się, Michał.

– No tak, jesteśmy skoszarowani po prostu. Ludzie na Akademii znają siebie nawzajem, ale niekoniecznie świat dookoła wie, co się tam w środku dzieje. Więc chciałam, żeby ten świat dowiedział się, co chowamy w tych murach. Jest dużo młodych zdolnych ludzi, ale potem wychodzą i gdzieś znikają. Szkoda, że nikt nie może o nich usłyszeć, choćby na chwilę, choćby na 5 minut.

– Bo wiadomo, jak to jest... – wtrąca Michał.

– Ale daj mi powiedzieć! On uwielbia gadać, on mnie zawsze zagada – zauważa Sybilla.

– Faktycznie. To ja później powiem – deklaruje Michał i na chwilę odchodzi porozmawiać z innymi.

– Takie miejsce, które teraz tworzymy, też mi pomaga w tym świecie żyć. Na co dzień ten „artyzm”, to „powołanie” zabijają trywialne rzeczy, z którymi musimy się borykać. Kredyt, za wodę trzeba zapłacić, drugi kredyt... I to są rzeczy, które wciąż wracają i którymi trzeba się zająć  zamiast sobie swobodnie pląsać po łące... A taka inicjatywa pozwala stworzyć swoje miejsce na ziemi, w którym mogę wprowadzić dokładnie wszystko, na co mam ochotę – całe moje życie, rodzinę. Pewnie jak się będą plątać dzieciaki, czy moje, czy inne, to też nam to nie będzie przeszkadzać. Zapewne zasugerują nam znowu coś ciekawego. To jest dla nas ważne – dzięki temu rzeczywistość nas nie dobije. Ja już w pewnym momencie czułam, że nie byłam w stanie nic zrobić – nic swojego, ponieważ realia życia codziennego to zamordowały. Siedziałam cicho w kąciku i patrzyłam na daty kolejnych opłat. Po prostu ginęłam. A tu wystarczy otworzyć drzwi, ludzie mają gotowe projekty. My tylko siedzimy cichutko, a oni przychodzą z ciekawymi, cudownymi pomysłami.

Z archiwum galerii

 

Krok drugi: Zaopatrzyć się w dużą porcję poczucia humoru i optymizmu graniczącego z szaleństwem.

 

– Jakie trzeba mieć predyspozycje do prowadzenia galerii?

– Żadne – odpowiada zdecydowanie Michał. – Trzeba kochać sztukę. Nie ma czegoś takiego jak „predyspozycje”. To pojęcie się tak naprawdę zdewaluowało kompletnie. Pracowałem długo na budowie w Irlandii, gdzie pracowali ze mną historycy, socjologowie, ludzie różnych profesji, a tam wykonywali niejednokrotnie zawody, o których nie mieli bladego pojęcia, ale później się w nich specjalizowali. Nie posiadali predyspozycji na początku, ale wykonywali tę pracę, bo tak naprawdę życie ich do tego zmusiło. I dlatego bardzo nie lubię tego słowa. Gdyby ktoś określił predyspozycje, które trzeba mieć do prowadzenia instytucji kultury, to okazałoby się, że ja nie mam do tego odpowiednich kwalifikacji i nie mógłbym w ogóle tego wykonywać. A ja zawsze chciałem być marszandem. Moja rodzina nie miała jakichś szczególnych związków ze sztuką. Raczej nastawiała się na sport. Więc to było dla nich zupełną abstrakcją. Gdy mówiłem, że chcę być marszandem, to wszyscy śmiali się do rozpuku. W ogóle nigdy się tak dobrze nie bawili, jak wtedy, kiedy o tym mówiłem.

 

Krok trzeci: Zaprosić bandę studentów i uzyskać z ich dobrych pomysłów ekstrakt świeżej energii. Nie patrzeć na pochodzenie i wygląd zewnętrzny – liczy się obfite wnętrze.

 

Rozmowa chwilowo kieruje się w stronę grupy młodych. Jak co środę zbierają się w BIBU. Trochę merytorycznych uwag, trochę żartów, dużo planowania. Kogo zaproszą, kiedy zadzwonić, jaki temat. Propozycje różne, opinie jeszcze bardziej zróżnicowane. Właściwie jakim miejscem dla nich jest BIBU? Niby studenci są wszędzie, a jednak trudno znaleźć przestrzeń, w której byliby w pełni wyraziści.

– BIBU jest dla mnie przede wszystkim miejscem otwartym – zaczyna Miłosz, jeden z organizatorów paneli dyskusyjnych w galerii. – Jest miejscem, gdzie każdy może przyjść, podać swój pomysł na pewną działalność i ma pewność, że tam to wszystko zadziała. I tak właśnie zaczęło działać i kino, i kuchnia artystyczna, i panele dyskusyjne. BIBU, jak dla mnie, jest miejscem, które pomaga otwartym umysłom i samo jest na tyle otwarte na inne pomysły, że korzysta z nich i stąd czerpie swoją siłę. Tu każdy może się wypowiedzieć. Można dać głos „za” i dać głos „przeciw” i to wszystko zostanie zauważone. Jest więc miejscem, gdzie mieszają się poglądy, mieszają się ludzie, mieszają się pomysły i z tego powstaje taki dziwny twór, taka dziwna hybryda, jaką właśnie jest BIBU.

– Różnorodnym – rozbrzmiewa stanowczy głos twórczyni paneli dyskusyjnych, Tatiany Hajduk. – Różnorodnym, bo co chwilę są nowe pomysły. My i tak już tyle robimy, że sami sobie nie dajemy rady, ale ciągle znajdują się ludzie, którzy nam w tym pomagają. I chyba to jest najważniejsze. To miejsce różnorodne także pod względem projektów i osób. I to jest wszystko, co w zasadzie chciałabym powiedzieć o BIBU (śmiech).

 

Z archiwum galerii

 

Krok czwarty: Zadbać o miłą atmosferę. Przyda się duży stół, dużo krzeseł i wygodnych siedzisk. Najlepiej na pierwszym piętrze katowickiej kamienicy. Grube mury i pełne światła pomieszczenia dobrze działają na dojrzewanie nowych idei.

 

Dyskusja trwa nadal. Sybilla i Michał się włączają.

– Należy sobie zadać pytanie, jak wiele galerii  prywatnych w ogóle organizuje wernisaże i które galerie są tak naprawdę zainteresowane promowaniem artysty, a które interesuje sprzedaż sztuki – zauważa Michał. – Większość po prostu promuje towar. Tak jak się wystawia towar w hipermarkecie na półkach, tak oni po prostu wieszają obrazy. Ja nie neguję ich sposobu działania, każdy ma jakąś koncepcję...

– Ale Michał, nie wszyscy muszą w ten sposób funkcjonować...

– Wiem, ale dlaczego w Paryżu jest 2 tys. galerii? Ponieważ 1900 spośród tych galerii jest dofinansowanych przez miasto. I dlatego one wyrastają jak grzyby po deszczu. I dlaczego Paryż jest taki atrakcyjny? Bo jest 2000 galerii!

– Michał, ale to jest Paryż, a nie Katowice – nie odpuszcza Maria.

– Nie, nie, to jest kwestia sposobu funkcjonowania instytucji. Jest program: „Lokal na kulturę za złotówkę”. Miasto ponosi koszty administrowania tymi pustostanami. Gdyby przekazało je za złotówkę, nie musiałoby ponosić kosztów, dodatkowo dostawałoby tę złotówkę, a ponadto istniałaby duża oferta kulturalna. To jest projekt, którym trzeba się zająć. Wiem, że ja się tym nie zajmę, bo nie mam czasu, ale oczywiście trzeba by się było zająć (śmiech). Przepraszam, Maria, ale tak mi się naturalnie wzrok skierował w twoją stronę.

– Michał, ja wiem, że trzeba się zająć – śmieje się Maria.

– Maria, ty nie uciekaj! Masz 2000 galerii do otworzenia! – dodaje Agata.

– Ech, no i jak ja mam wyjechać... (śmiech).

 

Krok piąty: Ponieważ sztuka sprzyja rozrastaniu się idei, powiesić parę dzieł sztuki na ścianach. Wśród znajomych na pewno znajdzie się wiele nieodkrytych młodych talentów. Zawsze możesz poprosić o pomoc w montażu sąsiada albo pracowników własnej firmy budowlanej.

 

Może to jest idealizm, ale nawet na przykładzie tej galerii miałem okazję się przekonać, że moi pracownicy – pracownicy budowlani – są już po zakupie blejtramów, pędzli, farb. I nie wiem, czy wyszłoby to od nich samych, gdyby nie fakt, że akurat prowadzę galerię. Sztuka ma realne przełożenie na życie, ma wpływ na życie ludzi. Ona zawsze będzie miała swojego odbiorcę. Nikogo nie można zmuszać na siłę. Ktoś inny będzie wolał uprawiać sport. Jeszcze inny go oglądać. Dla każdego znajdzie się miejsce. A efekt jest zawsze, nawet jeśli nie ma przełożenia finansowego. Realnym efektem jest to, że 15 osób, które w tej chwili tu jest, w dużej mierze nie znało się ze sobą wcześniej. Teraz się znają i spędzają ze sobą tyle czasu. Zawiązują się przyjaźnie. To jest realny efekt. A reszta jest pochodną.

 Z archiwum galerii

Krok szósty: Dużo mówić. Nie trzeba się ograniczać, potok dyskusji może trwać nawet kilka godzin. Ważne, by wypłukać towarzystwo z negatywnej energii.

 

– BIBU jest miejscem, które stawia przede wszystkim na ludzi i ten czynnik ludzki jest bardzo istotny. Dlaczego? Bo miejsca to puste ściany, dopóki nie przyjdą tam ludzie i po prostu nie wypełnią tego miejsca, nie przyniosą swoich pomysłów, swoich prac, swoich poglądów. Kiedy spotka się kilka osób, które mają coś do powiedzenia, a przede wszystkim reprezentują jakiś poziom wrażliwości, intelektualny, to może powstać coś bardzo ciekawego. BIBU jest najlepszym przykładem tego, że gdy osoby twórcze, osoby inteligentne spotkają się w jednym miejscu, to mogą stworzyć bardzo ciekawe projekty, artystyczne i nie tylko – podsumowuje Adrian.

 

Krok siódmy: Odsączyć gości w kuluarowych pogawędkach. Nie zaszkodzi przejść na „ty” – wtedy łatwiej uzyskać kolejną porcję ekstraktu ze świeżej energii. Najlepszy jest świeżo wyciskany. Uzyskuje się wtedy nieoczekiwane efekty – kino studyjne lub festiwal muzyczny.

 

– Tak się nawet wczoraj zastanawiałem, co by było, gdyby nie było BIBU? – zaczyna nagle Michał, kołysząc się na krześle. – Gdyby nagle to miejsce znikło. Każde takie miejsce to nie mury. To jakiś dodatek, forma. BIBU to ludzie. Jestem pewien, że robilibyśmy to samo gdzie indziej. Zawsze życzyłem sobie, żeby pracować w towarzystwie osób inteligentnych i realizuję swoje marzenie. A wiem, że każdy, kto jest w galerii, pójdzie swoją drogą. Maria wyjeżdża. Natomiast każdy za sprawą innych, których tu poznał, coś z tego miejsca wyniesie. I to jest największą wartością. Reszta jest pochodną tego wszystkiego. To są rzeczy, które nastąpią. Gdy jest gdzieś dobra energia, reszta już sama się toczy.

 

...I tak Michał i Sybilla żyli sobie ze swoją magiczną mocą. A BIBU powiększało się z każdym dniem, włączając do siebie coraz to nowe pomysły. Nie do uwierzenia dla sceptyków i nie do zniesienia dla wszystkich poważnych właścicieli galerii. I tak dziś BIBU ma już prawie rok i trudno powiedzieć, że to nadal mała galeria. Ale to już zupełnie inna historia...

 

Tekst: Anna Duda
Fotografie: Tatiana Hajduk - Speczik
Licencja: tekst: http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/3.0/pl/ opisany Tekst autorstwa Anny Dudy stworzony dla projektu Mapa Miejsc Ciekawych www.mapamiejscciekawych.pl | fotografie: wszelkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus