Tu jesteś
costam
na marginesie:

Przemo Łukasik

urodzony w Chorzowie w 1970 roku, mieszka w Bytomiu; architekt, współzałożyciel pracowni architektonicznej Medusa Group. Właściciel pierwszego polskiego loftu, znajdującego się w budynku dawnej lampowni na terenie Zakładów Górniczo-Hutniczych „Orzeł Biały”. Miłośnik Bytomia, zaprzysięgły propagator idei rewitalizacji.

Szyb Krystyna

wieża wyciągowa znajdująca się w Bytomiu na terenie Kopalni Węgla Kamiennego „Szombierki”, przy ulicy Zabrzańskiej. Zbudowana w 1928 roku, kształtem przypomina górniczy młot o wysokości pięćdziesięciu siedmiu metrów. Piękny przykład modernistycznej architektury przemysłowej, a także jeden z symboli Bytomia. W 2007 roku zakupiła ją firma GC Investment. Obecnie wyłączona z eksploatacji, czeka na rewitalizację, której projekt przygotowała Medusa Group.

Bolko Loft

budynek dawnej lampowni Zakładów Górniczo-Hutniczych „Orzeł Biały” w Bytomiu przy ulicy Kruszcowej. W latach 2002-2003 przerobiony na loft przez architekta Przema Łukasika, który zamieszkał tam z rodziną. Budynek o powierzchni prawie dwustu metrów kwadratowych wsparty jest na ośmiu żelbetowych balach. Każdy z nich ma osiem i pół metra wysokości. Bolko nominowany był do nagrody Miesa van der Rohe 2004 i zdobył I miejsce w Leonardo Competition.

Szyb Krystyna. Wartość dodana

Bytom to miejsce szczególne, o chwalebnej przeszłości i niepewnej przyszłości. Pierwsza wzmianka o osadzie Bitom pojawia się w XII wieku, a na przestrzeni lat miasto było częścią państw: polskiego, czeskiego, imperium Habsburgów, Wolnego Państwa Stanowego, Prus, Rzeszy Niemieckiej, by w końcu powrócić w granice Rzeczypospolitej Polskiej. Kiedyś działało tu jedenaście kopalń i dwie huty. Dziś po tych czasach pozostały tylko wspomnienia, szkielety budynków i wyrobiska kopalniane, co jeden z internautów podsumowuje stwierdzeniem: „lepiej stąd uciekać, bo niedługo i tak wszystko się zapadnie”. Ale przecież żyją tu też ludzie, którzy mają plany na przyszłość. I plany te wiążą z Bytomiem.

Górny Śląsk – wydobywcza mekka

Węglowe zagłębie, kraina usiana szybami kopalnianymi, z nieodłącznie sterczącymi z krajobrazu wieżami ciśnień. O tym, że to inny świat, można przekonać się, nawet nie wysiadając z pociągu, który przejeżdża wzdłuż lewiatanowych cielsk czynnych i nieczynnych kopalni. Początki wydobycia surowców sięgają tu XII wieku, krajobraz został więc na zawsze przeorany przez maszyny przemysłowe. Od transformacji ustrojowej subsydiowane górnictwo przeżywa powolną agonię. Zamykano kopalnie, a infrastruktura niszczała, stając się łatwym łupem dla złomiarzy. Taki los spotkał KWK Rozbark, Hutę Bobrek, cynkownię w Świętochłowicach, trakcję bytomskich kolei wąskotorowych, KWK Szombierki i inne, rozsiane po całym GOP-ie.

Tymczasem wiele z nich to przykłady najwyższej klasy architektury, monumentalne gmachy, jak budynek KWK Mysłowice, przywodzący na myśl połączenie modernizmu i neobaroku. Przed dewastacją nie chroniło nawet wpisanie poszczególnych budynków do rejestru zabytków – ocalały jako pojedyncze kikuty wśród połaci terenu. W miastach aglomeracji górnośląskiej udział terenów poprzemysłowych dochodzi do 25% terenu zainwestowania miejskiego. W niektórych miastach procent ten jest jeszcze wyższy. Bytom niczym nie rozczarowuje. Jest dokładnie taki, jakie powinno być przemysłowe miasto – nieco przyszarzały i estetycznie powściągliwy.

Krystyna dominuje w panoramie miasta

Potężna, prawie pięćdziesięciosiedmiometrowa wieża kształtem nieco przypomina krasnoludzki młot i robi imponujące wrażenie. Została oddana do użytku w 1929 roku, kiedy jeszcze szyb Krystyna był niemiecki i nazywał się Kaiser Wilhelm. To jeden z symboli Bytomia, a swego czasu najpotężniejszy szyb wydobywczy w Europie. Nawet legendy upadają. W tej chwili obiekt został wyłączony z użytkowania, gdyż byłoby to zwyczajnie niebezpieczne. Perspektywa oberwania cegłówką w głowę nie jest przesadnie zachęcająca, ale chętnych na wycieczkę na pewno by nie zabrakło.

W cieniu Krystyny znajduje się Ewa, która wypompowuje wodę z kopalni, tworząc w pobliżu sporej wielkości jezioro. Woda w nim jest słona. Z ostatniego piętra wieży rozciąga się widok na Bytom i okolice. Mogłaby tam powstać świetna restauracja i takie też są plany właściciela. Krystyna uniknęła wyburzenia tylko dzięki wpisaniu jej pod koniec 2004 roku do Rejestru Zabytków Nieruchomych Województwa Śląskiego. W 2008 Krystyna została zakupiona za prawie trzy miliony złotych przez firmę GC Investment, której właścicielem jest śląski biznesmen Michał Goli. Od tego czasu rozważane są różne koncepcje jej zagospodarowania.

– Jest to trudne ze względu na kształt budynku. To wieża, więc trudno byłoby ją zaadaptować do celów mieszkalnych. – Anna Hyria, project manager w firmie Armada Development (powołanej w 2008 roku specjalnie w celu realizacji projektu rewitalizacji kopalni Szombierki, własność – Michał Goli) urzęduje w biurze przy ulicy Zabrzańskiej, rzut kamieniem od szybu. – Nie ma ustalonego jednego kierunku adaptacji. Odpadła przewidywana początkowo koncepcja hotelu. Sieci hotelowe nie są chętne do inwestycji w tym rejonie ze względu na brak dróg dojazdowych i miejscowego planu zagospodarowania.

Pod uwagę brano również stworzenie czegoś w rodzaju centrum nauki, najwyraźniej jednak ta koncepcja też upadła. – Obecnie kontaktujemy się z architektami projektującymi centra sportów ekstremalnych. Ze względu na swoją wysokość Krystyna mogłaby pełnić funkcję ściany wspinaczkowej, oczywiście tylko między innymi. Rozważamy również przerobienie jej na biurowiec połączony z centrum konferencyjnym – dodaje Anna Hyria.

Kiedy w 2009 roku ogłoszono konkurs na adaptację Krystyny, wtedy jeszcze do funkcji hotelu, najlepszy okazał się projekt pracowni architektonicznej Medusa Group. To autorska pracownia Przemo Łukasika. Projekt robi wrażenie rozmachem i umiejętnym połączeniem elementów industrialnych i współczesnych. Kapitalnie prezentuje się zawieszona między piętrami niecka basenu, otoczona ogromnymi kołami zębatymi, elementami istniejącego kiedyś wewnątrz szybu wyciągu. Niestety, póki co nie ma sensu szykować kostiumów kąpielowych.

– Doprowadzenie obiektu do stanu używalności będzie wymagało ogromnych kosztów. Program prac remontowo-konserwatorskich przewiduje czyszczenie i prace zabezpieczająco-konserwacyjne konstrukcji stalowej wieży, czyszczenie elewacji ceglanych poprzez rozbiórkę i murowanie elewacji w 50% z cegły odzyskanej oraz wymianę okien i dachu. – Sam remont dachu pochłonie około pół miliona złotych. Na całość prac potrzeba około dziesięciu milionów. Zarząd Województwa Śląskiego przyznał Krystynie dotację na remont dachu w wysokości dziewięćdziesięciu jeden tysięcy złotych. – Oczywiście łatwiej wybudować coś nowego, zamiast przeprowadzać kosztowny remont. Ale Krystyna ma wartość także sentymentalną, to symbol dzielnicy Szombierki. I właśnie o ten efekt, o tę wartość dodaną nam chodzi.

Krystyna czeka więc na swój moment. Jego nadejście może przybliżyć JESSICA. To skrót od angielskiej nazwy Wspólnego Europejskiego Wsparcia na Rzecz Trwałych Inwestycji w Obszarach Miejskich (Joint European Suport for Sustainable Investment in City Areas), które jest jednym z ważniejszych instrumentów wpierających inwestycje na obszarach miejskich. Województwo śląskie jest jednym z pięciu, które postanowiły wdrożyć ten instrument, dzięki czemu ma szansę na część środków finansowych, które wynoszą dwieście pięćdziesiąt sześć milionów euro. Istotnym warunkiem jest fakt, że projekty realizowane przy wsparciu programu JESSICA muszą generować dochód. Czy Szyb Krystyna będzie na siebie zarabiał?

– W sytuacji idealnej rewitalizacja powinna powodować ożywienie nie tylko budynku, ale także jego otoczenia, a nawet całej dzielnicy – mówi Rafał Budniok, badający rewitalizację górnośląskich loftów. – Niestety, często inwestorzy kupują obiekty bez konkretnego planu ich zagospodarowania, a tylko ze względu na wzrastającą modę na tego typu budownictwo. Dodatkowym problemem jest fakt, że tego typu budynki szybko się degradują. Ich jedyną szansą jest szybka renowacja i znalezienie im odpowiedniej funkcji. Hotel czy biurowiec ma większe szanse na bycie finansowo opłacalnym niż placówka kulturalna – dodaje.

 

 

Bolko

– Tak, dalej mieszkam w lofcie, tak, już dziesięć lat, nie, niczego nie żałuję, nie, nie zamierzam go sprzedać na Allegro – mówi Przemo Łukasik. Ten człowiek orkiestra zajmuje się obecnie projektem ogrodów w dawnej kopalni Rozbark, interwencją wokół kościoła świętego Jacka dla ogrodów różańcowych, rewitalizacją Szybu Krystyna, elektrociepłownią Szombierki. A przecież jest jeszcze Projekt Klopsztanga, Projekt Kista i inne małe inicjatywy. Medusa Group jest jednym z prekursorów rewitalizacji obiektów poprzemysłowych w Polsce. Jednak jego najbardziej znane dzieło to pierwszy w Polsce loft.

Powstał w 2002 roku i w przeciwieństwie do Krystyny nie rzuca się przesadnie w oczy. Okolica też nie wygląda reprezentacyjnie, ale w brzydki, lutowy dzień wszystko wygląda gorzej niż zwykle. Za sąsiadów ma zakład wulkanizacyjny, szyb kopalniany i budynek dawnej łaźni górniczej. Na stojącym nieopodal budyneczku znajduje się wielki napis „BOLKO”, który sprawia wrażenie drogowskazu. Wrażenie mija, gdy dostrzega się nabazgrany herb i podpis „Bolko Hooligans”. Bardzo możliwe, że ci, którzy nie wiedzą, w ogóle nie zwracają uwagi na ten zawieszony na wysokości trzeciego piętra prostopadłościan. Właśnie tak. Przemo mieszka bowiem w budynku dawnej lampowni, spoczywającej na ośmiu ośmioipółmetrowych żelbetowych palach. Klatka schodowa została tu przeniesiona z innego budynku. Wchodzenie do domu może przynieść dreszczyk emocji.

– Oczywiście, codziennie wchodzę i schodzę po kilka razy, również z dziećmi – mówi Przemo. – Kiedy napada śniegu, muszę te trzy kondygnacje odśnieżyć. Ale przyjąłem takie warunki i pogodziłem się z tym. Jestem za to chyba jedyną osobą na Śląsku, która podczas deszczu wciąż może zrobić grilla w ogrodzie. Pod podłogą.

Wnętrze jest równie industrialne jak cały Górny Śląsk: beton przemysłowy zamiast paneli podłogowych, wypiaskowany sufit, oszczędny wystrój i widok z okna łazienki na kopalniany wyciąg. Nic, co przypominałoby typowe polskie mieszkanie. – Adaptacja koncentrowała się na podkreśleniu i uszanowaniu struktury historycznej. Ingerencja była minimalna. Zależało mi na pewniej symbiozie z pierwotna funkcją obiektu, ale też na tym, żeby nic nie spadało mi do zupy z sufitu.

– Loft to rozwiązanie, które musi być podjęte ze świadomością pewnych zalet i pewnych wad. – Przemek siedzi przy stoliku w swojej pracowni architektonicznej przy ulicy Józefczaka. Stolik zrobiony jest z europalety, a mimo to (a może właśnie dlatego) wygląda na dobrze zaprojektowany. Pracownia również jest loftem, do którego Medusa Group przeprowadziła się w 2008 roku. Na co dzień po tej białej, wypiaskowanej podłodze chodzi trzydziestoosobowy zespół projektowy. Wielu z jego członków specjalnie w tym celu przeprowadziło się do Bytomia.

– Gdyby się głębiej zastanowić, kto wie, czy te wady nie przewyższają liczebnie zalet – mówi. Jedną z wad może być podejście urzędników, którzy dziesięć lat temu pukali się w głowę na myśl, że ktoś może chcieć zamieszkać w miejscu, gdzie ocieplać trzeba nie tylko dach, ale i podłogę. – Zebranie wszystkich zezwoleń zabrało mi dwa razy więcej czasu niż sama adaptacja. Dzisiaj może byłoby to prostsze, bo ludzie już się z tym oswoili, nie to co kiedyś. Ale co jest fajne? Zawsze pozostaje miejsce na kolejną interwencję, łatwo dołożyć coś nowego – dodaje.

Bolko również nie jest dziełem skończonym, czeka go jeszcze budowa tarasu na dachu. – Dziesięcioletnie doświadczenie pokazuje, że łatwiej nam wejść jedno piętro w górę, na taras, niż schodzić trzy piętra w dół do ogrodu. – zaznacza Przemo. Czy lofty mogłyby być przyszłością Śląska? – To może być jedna z szans, choć oczywiście to nie jedyne rozwiązanie – odpowiada.

Bolko wzbudza uczucia ambiwalentne. Z jednej strony aplauz i szerokie uznanie środowisk architektów na całym świecie. Zdobył pierwsze miejsce w Leonardo Competition, w 2004 roku był nominowany do nagrody Miesa van der Roche. W 2006 został wybrany jedną z dwudziestu najciekawszych realizacji architektonicznych w Polsce po 1989 w konkursie „Polska. Ikony architektury”. Często pojawia się w publikacjach, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Wokół budynku unosi się aura ekscytacji. Z drugiej strony reakcje ludzi bywają zaskakujące. Na skyscrapercity.com, globalnym forum poświęconym urbanistyce i architekturze można znaleźć m.in. takie opinie: „Witamy w prosektorium...”, „fajne jako idea, ale mieszkać bym tam nie chciał”, „bez zachwytu”, „na pierwszy rzut oka wygląda na brazylijski slums”, „nie przemawia do mnie”, „nie wiem, czy to są warunki, których komuś bym życzył” czy wreszcie bardzo ekspresyjne „bleee”.

Wygląda na to, że od loftu oczekuje się spektakularności. A może po prostu Polacy nie rozumieją idei? – Cały czas uważam – mówi Przemek – że loft to formuła nie dla wszystkich. Z drugiej strony jednak dostaję mnóstwo zapytań, choćby od producentów trzeciej edycji Top Model, czy nie chciałbym go wynająć albo czy nie mam innych do wynajęcia. Dostaję propozycje kręcenia teledysków. Wielu ludzi mówi mi, że chcieliby tak mieszkać, pytają mnie wręcz, czy nie widziałem loftu, który mogliby kupić. Jest więc zainteresowanie, ale nie widać żadnych realizacji. Nie wiem, z czego to wynika.

Kopalnia nie kopie pod sobą

Bytomianie chyba dosyć często muszą raczyć tym zdaniem przyjezdnych. Wszystko przez szkody górnicze. To zmora Bytomia i powód, dla którego radykalniejsi internauci postulują całkowite jego wysiedlenie. Niektóre szyby przechodzą bezpośrednio pod miastem, wyrobiska potrafią zniszczyć budynki w całej dzielnicy (tak jak to się stało na Karbiu). Śląskie stygmaty. Za każdym razem, kiedy Zabrzańską przejeżdża tramwaj, rezonans wprawia cały budynek w drgania. – Trzeba się przyzwyczaić – śmieje się Anna Hyria. – Tak to już u nas jest. – W ubiegłym roku szkody górnicze w Bytomiu kosztowały Kompanię Węglową prawie czterdzieści milionów złotych. Mimo to pod miastem cały czas prowadzone jest wydobycie. – Krystynie pod tym kątem nic nie grozi. Tu wszystko jest tak zaprojektowane, żeby było bezpieczne. Zresztą wydobycie w tym miejscu skończyło się ponad dziesięć lat temu. – dodaje.

Niemniej, w biurze położonym zaledwie kilkanaście metrów od wieży drgania są wyczuwalne. Trzęsie się pracownia stojąca w centrum miasta. Trzęsie się również Bolko, a musi to być dosyć spektakularne na tych pajęczych nóżkach. Ale Przemo się nie przejmuje. – Mój loft jest w o tyle dobrej sytuacji, że stoi przy szybie wydobywczym dawnej kopalni, a w związku z tym, że istnieje coś takiego jak filar ochronny, zabezpieczający ciągi komunikacyjne i zapobiegający przechylaniu się szybów, jest u mnie bezpieczniej niż na przykład kilometr dalej – wyjaśnia.

W Bytomiu obniżenie terenu spowodowane eksploatacją górniczą wynosi średnio 16 metrów, ale jest też wiele miejsc obniżonych o 35 metrów. Nawet tam, gdzie już zaprzestano wydobycia, nadal zdarzają się wstrząsy i budynki pękają. – Szkody górnicze to problem nie tylko naszego miasta. Problemem jest natomiast brak równowagi. My nie jesteśmy bogatym miastem. Eksploatacja górnicza nie przynosi wielkiego zysku.

Bytom to mały Berlin

Z opóźnionym zapłonem, ale takim samym potencjałem. Teza jest ryzykowna, ale Przemo jej broni. – Wróciłem do Bytomia po latach mieszkania w Paryżu i nie była to dla mnie trauma. Uważam, że to zarąbiste miejsce z wielkim potencjałem. I ogromnymi problemami. Nigdy nie będzie Krakowem, ale to tu można ściągnąć młodych artystów, grafików czy stylistów. Przyciągną ich niskie czynsze, tańsze nieruchomości. Ale tego nie zmieni jednostka, to musi być działanie zorganizowane. Dla mnie symbolem Bytomia jest budynek kina Gloria, z którym sąsiadujemy przez ścianę. To było kiedyś jedno z najnowocześniejszych kin, zbudowane jeszcze przez Niemców w 1930 roku, z siedzibą w pięknym, powściągliwym modernistycznym budynku (który, nawiasem mówiąc, spłonął w ubiegłym roku). I to jest, moim zdaniem, paradoks Bytomia. Kiedyś było to supernowoczesne miasto, a my od tej nowoczesności trochę się odsunęliśmy. Kiedyś kopalnia Bobrek była przedstawiana jako miejsce przodujących technologii. Proszę tam pojechać dzisiaj, byle tylko nie skroili pani z płaszcza. Zapomnieliśmy o tym. Ludzie chodzą koło miejsc, nie zauważając, że mogą one wyglądać inaczej.

Nie wiadomo, ilu nowych loftów (Przemo planuje kolejną inwestycję, ale póki co to tajemnica), ilu zrewitalizowanych budynków i ilu jeszcze pasjonatów potrzeba, by Bytom zyskał nowe oblicze. Wiele wskazuje jednak na to, że będzie to piękno, które trzeba odkryć. Tak jak loft Bolko, który z zewnątrz wygląda jak klocek. Tak jak szyb Krystyna, który majestatycznie góruje nad miastem, witając przyjeżdżających.



Tekst: Joanna Gajek
Fotografie: Piotr Majchrzak
Licencja: wszystkie praca zastrzeżone.

comments powered by Disqus