Tu jesteś
costam

Z.13. Młodzi w sercu miasta

Pomysłów na stworzenie akademików w centrum Katowic było już wiele. Nieczynny dziś hotel Silesia, „dolarowce” na ul. Uniwersyteckiej, osiedle Gwiazdy czy wreszcie ul. Mariacka, skąd przenoszono niezadowolonych z nowego, „imprezowego” porządku lokatorów tamtejszych kamienic. Większość planów okazywała się w dłuższej perspektywie niemożliwa do zrealizowania – a to inwestor prywatny nie chciał odsprzedać budynku lub żądał bajońskich sum, a to nakłady na remont i dostosowanie pomieszczeń przerosłyby oczekiwania i przeznaczone na to środki finansowe. Co więcej, szacowane ceny tych akademików przekraczały możliwości finansowe przeciętnego studenta.

 

W tym roku pojawiła się alternatywa. Reklamująca się spokojem i ciszą ul. Zajączka. To projekt Z.13.

Zajączka 13

Z.13 to pomysł Olka Krajewskiego, prezesa Fundacji Napraw Sobie Miasto i architekta. Dzięki jego inicjatywie już wkrótce studentom (i nie tylko) zostaną udostępnione w przystępnej cenie pokoje reklamujące się wysokim standardem i nad wyraz atrakcyjną lokalizacją.

fot. archiwum Olka Krajewskiego

Właścicielami domu są rodzice Olka, on pomaga im na bieżąco w remoncie, kompletowaniu dokumentacji, dobieraniu wyposażenia, a przede wszystkim – promocji tego miejsca.

Niskie dwukondygnacyjne domki, często budowane w stylu modernistycznym, mnóstwo zieleni i wszechogarniający spokój – to atuty tej okolicy. Jak twierdzi sam pomysłodawca, brał pod uwagę wynajem powierzchni pod lokale biurowe, jednak po dłuższym namyśle uznał, że w mieście takich pomieszczeń nie brakuje. Przeciwnie – jest ich wręcz nadmiar, również w okolicy. – Poza tym biura po zmroku nie żyją, dzielnica pustoszeje, a to jest smutne. Wiem, bo sam mieszkałem niedaleko całe dzieciństwo i pamiętam, kiedy na ulicach dzieci jeździły na rowerach. Teraz są tam tylko samochody. Pomyślałem więc z ojcem, że nie będziemy tego pogarszać, tworząc kolejne biuro – mówi Olek.

Studenci, mieszkający dotychczas w akademikach w odległej od centrum miasta Ligocie, są zachwyceni alternatywą w postaci Z.13. – Ligota jest ładną dzielnicą i bardzo zieloną, ale z dojazdem ciężko – mówi Kasia, studentka III roku Ekonomii na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. – Niejednokrotnie powrót autobusem z uczelni do akademika zajmował mi ponad godzinę. Ruch w godzinach szczytu robi swoje. Poza tym, jesteśmy daleko od centrum.

To prawda, mamy tylko dwa kluby do wyboru, a chcielibyśmy być w sercu miasta, mieć wybór, gdzie spędzić wolny wieczór czy weekend. Tu mało się dzieje – dodaje Tomek, student II roku logistyki, również na Uniwersytecie Ekonomicznym.

Na Zajączka wczoraj...

Pierwsze domy na ulicy Zajączka powstały około 1925 roku, były zatem jednymi z pierwszych wybudowanych po włączeniu Śląska w granice Polski. Katowice dopiero co stały się stolicą województwa. Było to o tyle ważne, że miejsce to stanowiło dla architektów prawdziwe wyzwanie – musieli stworzyć coś na kształt „polskiego stylu”, który zatarłby długą, niemiecką przeszłość. Osiedle powstało, zanim modernizm zagościł w naszych progach, ma w sobie coś z „polskiego dworku”, trochę neobarokowych szczytów, spadziste dachy – czyli to, do czego wielu Polaków ma sentyment do dzisiaj. Gdy osiedle powstało, dookoła były właściwie tylko pola i łąki. Nieopodal górowała nad okolicą wieża neogotyckiego kościoła Piotra i Pawła. Wszystko razem tworzyło sielankowy, wiejski pejzaż. Okolice te zamieszkiwała elita ówczesnych Katowic – lekarze, prawnicy, architekci. Niedaleko mieszkała Aleksandra Śląska, Tadeusz Michejda zbudował swój pierwszy dom, a zarazem pierwszą siedzibę SARP. Niedługo potem dzielnica ta stała się „najbardziej amerykańską” w całej Polsce. Znany architekt, Tomasz Konior, stwierdził nawet, że to „najpiękniejsza ulica w Katowicach”. Faktycznie, w całym mieście nie ma drugiej podobnej.

Pierwszymi mieszkańcami Z.13 byli państwo Zienkiewiczowie. Pan Kazimierz był sędzią okręgowym. Przedostawszy się po wybuchu wojny do Londynu, powołał do życia w październiku 1940 roku Międzyaliancką Placówkę Klubów Rotary w Europie, która z czasem otrzymała oficjalną nazwę: Zjednoczone Narody Rotariańskiej Wspólnoty i przysłużyła się wielce ruchowi rotariańskiemu oraz powołaniu UNESCO. Co ciekawe, jego żona – pani Wioletta – bardzo nie lubiła liczby 13 i mało brakowało, a przy ul. Zajączka w ogóle takiego numeru by nie było.

Po wojnie dom przechodził z rąk do rąk. Każdy kolejny właściciel dodawał coś od siebie – ktoś podzielił go na mieszkania, niszcząc tym samym klatkę schodową, balustrady i pokoje. Ktoś inny na działce wybudował 6 garaży, które stoją do dzisiaj. Po remoncie zostaną prawdopodobnie udostępnione nowym lokatorom – choćby na rowery (w centrum miasta samochód pewnie nie będzie tak bardzo potrzebny, tym bardziej, że niedaleko są przystanki tramwajowe i autobusowe). Domek wymagał gruntownego remontu. – Ostatnia zima była najgorsza – mówi Olek. – Popękały rury instalacji CO i wody. Woda zalała ściany. Którejś nocy wkradli się złomiarze, wynieśli piec i wszystkie klamki, nawet te z okien. W lipcu pod wpływem mocnego wiatru przewrócił się komin i zrobił wielką dziurę w dachu. Budynek nie przetrwałby kolejnej zimy. Gdy tylko lokatorzy się wyprowadzili, rozpoczęliśmy remont. 

fot. archiwum Olka Krajewskiego

…i dziś

W naprawę budynku przy Zajączka 13 włożono dużo serca. – Nosiłem gruz, przycinałem krzaki i wyrywałem chwasty, żeby zaczęło to jakoś wyglądać. Pomalowaliśmy elewację. Postanowiliśmy przywrócić domowi oryginalny wygląd i układ pomieszczeń. Musieliśmy pozbyć się wszystkich przybudówek, ścianek, drzwi, które ludzie wstawiali, żeby odciąć się od pozostałych lokatorów. To niewiarygodne, jak można zniszczyć budynek. Na szczęście remont dobiega końca i niedługo już nikt nie zauważy, jak bardzo zaniedbany był ten dom – cieszy się główny inicjator Z.13.

W domu są 3 piętra, na każdym jest łazienka. Łącznie zatem jest 8 pokoi o różnych powierzchniach. Widna i przestronna kuchnia ma wyjście na podwórko – latem będzie można urządzić tu grilla. Remont idzie pełną parą, a naprawiane czy wymieniane jest wszystko, co tylko tego wymaga. Nowi lokatorzy mają cieszyć się najwyższym standardem i wygodą. 

Przywrócić życie miastu

Oficjalnie akademik jeszcze nie działa. Jednak wszystkie formalności w Urzędzie Miasta, jak zapewnia Olek, będą dopięte na ostatni guzik. Jak sam mówi: – Dom pełni funkcję mieszkalną i będą w nim mieszkać ludzie. To raczej nie powinno budzić niczyich wątpliwości czy sprzeciwów. Z mojego punktu widzenia większym problemem dla władz miasta powinny być pustostany i coraz większy exodus ludzi z centrum. Jeśli w centrum miasta jest coraz mniej ludzi, to trudno się dziwić, że po zmroku ulice straszą pustką. Tym samym coraz mniej ludzi chce tam mieszkać, jest coraz więcej powierzchni komercyjnych i coraz mniej mieszkalnych.

Rynek mieszkaniowy jest nie bez znaczenia, jeśli chodzi o ten projekt. Obecnie, jeśli ktoś chciałby zamieszkać w śródmieściu Katowic, ma niestety do wyboru albo stare kamienice (które trudno ogrzać, których klatki schodowe są brudne i odrapane, a sąsiedzi nie zawsze mili i pomocni), albo Superjednostkę i najbliższe osiedla w centrum miasta. Jedno i drugie narzuca pewien sposób życia. Dla wielu nie jest to żadna alternatywa, nic dziwnego zatem, że większość postanawia wyprowadzić się na przedmieścia, gdzie w lepszym standardzie można wynająć coś tańszego.

Dom na ul. Zajączka ma pokazać, że mieszkanie w centrum w dobrych warunkach nie musi wykluczać przystępnej ceny. Jak podkreśla Olek, oferta Z.13 skierowana jest nie tylko do studentów. Raczej do ludzi, którzy chcą prowadzić mieszczański tryb życia, korzystać z oferty, jaką daje mieszkanie w śródmieściu, którzy lubią poznawać innych, zawierać nowe przyjaźnie. – To będzie bardzo społeczne miejsce, chciałbym, by nowi lokatorzy czuli się tam jak u siebie. Sam w czasie studiów wynajmowałem pokoje w kamienicach i blokach i zawsze czułem się, jakby ktoś się stamtąd dopiero wyprowadził, jakby miesiąc temu umarła ciotka i żeby mieszkanie nie stało puste, właściciele wynajmowali je studentom – śmieje się prezes Fundacji Napraw Sobie Miasto. – Meblościanki z kryształami, telefon, na który dzwonili obcy ludzie i dopytywali o kogoś, kto już tam nie mieszkał, cudze garnki w szufladach, odrapane fotele. Alternatywą do tego miał być uczelniany akademik, gdzie każdy ma 1,5 metra kwadratowego do dyspozycji, regulamin i brak możliwości przenocowania znajomego, który przyjechał w odwiedziny. W domu na Zajączka mieszkańcom będą te problemy obce – zapewnia.

Jako osoba sprawnie poruszająca się w kwestiach urbanistyki i wszelkich spraw związanych z kształtowaniem przestrzeni miejskiej uważa, że studenci w centrum miasta to pozytywne zjawisko i bezapelacyjnie powinni mieszkać blisko uczelni, blisko centrum. – Gdy studiowałem we Wrocławiu, miałem wrażenie, że połowę miasta stanowią studenci. Miasto zarabia na studentach, kształci sobie nowych mieszkańców, którzy (miejmy nadzieję) zostaną tu na dłużej. Póki co młodzi ludzie z Katowic raczej uciekają, a to z pewnością nie służy miastu.Uważam, że każdy może zrobić coś, by w jego mieście żyło się lepiej. Na tyle, na ile potrafi, choćby nie śmiecąc i przepuszczając pieszych na skrzyżowaniu. Mam nadzieję, że akademik Z.13 również przyczyni się do „naprawy” Katowic, choćby w niewielkim stopniu.

 

Tekst: Paulina Patrylak
Korekta: Anna Wolny, Ewa Wydra e.wydra@rozswietlamykulture.pl
Fotografie: archiwum Olka Krajewskiego

Licencja: http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/3.0/us/ Opis "Tekst autorstwa Paulina Patrylak stworzony dla projektu Mapa Miejsc Ciekawych - www.mapamiejscciekawych.pl".

 

comments powered by Disqus