Tu jesteś
costam
na marginesie:

Otylia Czerny

wybitna działaczka społeczna, animatorka kultury, aktorka związana z amatorskim i profesjonalnym ruchem teatralnym. Zdobyła m.in. nagrody: prezydenta miasta Katowice, wojewody śląskiego w dziedzinie kultury, prezydenta miasta Chorzowa (za krzewienie kultury teatralnej), Złotej Maski, Skarbnika Śląskiego (miesięcznika „Śląsk”). Inicjatorka wielu wydarzeń kulturalnych, choćby Tyskich Spotkań Teatralnych, Międzygminnych Spotkań Zespołów Artystycznych czy Śląskich Zaduszek Teatralnych.

Lucjan Czerny

artysta estradowy, kabareciarz, konferansjer. Założyciel i redaktor „Gościńca Śląskiego” – audycji w radiu Piekary, a także wiceprezes zarządu oddziału wojewódzkiego Towarzystwa Kultury Teatralnej. Człowiek o wielu talentach, niezwykłym poczuciu humoru i serdeczności.

Jerzy Kuczera

wszechstronny aktor teatralny, filmowy, telewizyjny. Absolwent PWST im. L. Solskiego w Krakowie. Od 35 lat jest aktorem Teatru Śląskiego w Katowicach. Od 1970 roku związany z Amatorskim Ruchem Artystycznym. Aktywny działacz społeczny. Aktualnie jest m.in. przewodniczącym śląskiego oddziału ZASP, prezesem Śląskiego Oddziału Towarzystwa Kultury Teatralnej, członkiem Zarządu Głównego Związku Zawodowego Aktorów Śląska (którego był inicjatorem).

Stefania Urgacz

działaczka społeczna i animatorka w Domu Kultury w Będzinie – Grodźcu. Założycielka i kierowniczka zespołu muzycznego „Grodźczanie”. Aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym regionu. Pisze wiersze i teksty literackie, uwielbia muzykę. Energiczna, z poczuciem humoru.

Otylia Czerny. Pani Tola

Zwickauer Maschinen Fabricke

– A co? Pani nie pracuje?

Powiedziała, że przestała tylko na chwilę, bo chciała zobaczyć dyrektora fabryki. Co za tupet. Żeby tak prosto w twarz, w obcym, wrogim kraju. Dyrektor pewnie się zdziwił, może zmarszczył brwi albo szerzej otworzył oczy. Zapytał, skąd pochodzi, z jakiego miasta. Ona na to, że z Polski, z Katowic. Bo taka była prawda. On znał inną, bo czasy przecież nadeszły nowe. Katowice były już niemieckie, nawet dzieciom wciskało się to do głowy. Ale pani Otylia nie przyjmowała tego do wiadomości. Uparcie twierdziła, że jest z Polski, że jest Polką. Nie mogła inaczej. Przecież była harcerką, jej ojciec walczył w powstaniach śląskich. Jak mogłaby się tego wyprzeć? Że wojna, że roboty przymusowe, że wywieziono ją do III Rzeszy? Trudno. Jej odwaga i silny charakter przeraziły koleżanki z fabryki maszyn. Bo przecież pewnie wywiozą ją do obozu. I po co jej to było? Odwaga nie zawsze popłaca, ale...

– A czy pani kocha dzieci? – zapytał dyrektor fabryki.

– Bardzo – odpowiedziała.

I pani Otylia została nianią. Tak po prostu. W nagrodę za odwagę, determinację. Dyrektor okazał się antyhitlerowcem i na jakiś czas wybawił bohaterkę od wyczerpującej fizycznej pracy. To była hrabiowska rodzina. Taka z przepiękną willą, meblami z hebanowego drewna, jadalnią na dwadzieścia sześć osób. Z fontanną i... żółwiami. Jakby przeniesiono ją do bajkowego świata. Trójkę dzieci dyrektora uczyła recytacji, tańca, śpiewu, reżyserowała ich występy podczas różnych przyjęć. Przekazywała zamiłowanie do sztuki, poezji. Ale od wojny nie dało się tak zwyczajnie uciec. Pani Otylia musiała wrócić do fabryki. Zdarzył się nalot. Była ciężko ranna.

Dar od Boga

Podziwiała Hankę Ordonównę. Pamięta, że przed wojną była na jej występie z rodzicami. Była wtedy młodziutką dziewczyną, ale pomimo upływu wielu lat ten koncert utkwił jej w pamięci. Pewnie nie przeczuwała wtedy jeszcze, że sama stanie się artystką. Choć, jak wspomina, jej pasja do teatru zaczęła się już w dzieciństwie. – Skoro Pan Bóg dał mi taki dar, to ja nie mogłam się nie dzielić darem.

Czerpało więc z tego daru bardzo wielu, często potem sławnych i zasłużonych. A on rozkwitał najpierw w przygotowywanych osobiście inscenizacjach teatralnych („Orlęta lwowskie”), w recytowanych wierszach (tak jak podczas pogrzebu Wojciecha Korfantego w 1939 roku) czy tworzonych tekstach literackich. Pani Otylia Czerny z dumą przyznaje się do swojego talentu, zdolności szybkiego uczenia się i doskonałej pamięci. Tę ostatnią ma po mamie. Ale piękny, donośny głos i dobra dykcja to nie wszystko, co sprawiło, że (jak powiedział o niej Jerzy Kuczera, prezes wojewódzkiego Towarzystwa Kultury Teatralnej) stała się „ikoną śląskiej kultury”. To był zaledwie początek.

Osobowość

– Jest impulsywna, to wulkan energii. Można słuchać jej z zapartym tchem. Ale jest też stanowcza – opowiada Stefania Urgacz, animatorka, działaczka społeczna Domu Kultury w Będzinie-Grodźcu. I uśmiechamy się do siebie, bo kto poznał panią Otylię, może podpisać się pod tymi słowami. W stu procentach. Sama bohaterka przyznaje: – jestem trochę apodyktyczna. – Ale zaraz dodaje, że choć czasami tego w sobie nie lubi, to reżyser przecież taki być musi. Jak ogień i woda. Jest silna i pewna siebie, ale zarazem tak bardzo wrażliwa i otwarta na drugiego człowieka. Krucha blondynka z pięknym uśmiechem. I z ogromnym temperamentem, energią i zdecydowaniem zaklętymi w głosie. – Jak się ma, to się dzieli z drugim – mówi po prostu. To przecież oczywiste.

Wajda i amatorzy

Miał powstać „Człowiek z węgla”. Kolejny film ze znanego cyklu Andrzeja Wajdy („Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza”). Stan wojenny w 1981 roku pokrzyżował te plany. Nie zmienia to faktu, że właśnie pani Otylia prowadziła przesłuchanie do tego filmu. Miał być o Śląsku, a ponieważ Wajda gwary nie znał, pomagała mu w tej kwestii. Zresztą, miała niesamowitą intuicję i wyczucie do talentów. Także tych zupełnie nieoszlifowanych („naturszczyków”). Pani Otylia wspomina, że Wajda, wzorem Kutza, sięgał po aktorów amatorów do swoich filmów. Ona sama zaś była inicjatorką teatralnej działalności setek scen amatora i seminariów teatralnych: od lat 60. do chwili obecnej przygotowywała swoich podopiecznych do konkursów recytatorskich (z sukcesem), konsultowała zespoły artystyczne. – To właśnie w aktorach amatorach dostrzegała wielki potencjał i to im chciała najbardziej pomóc – opowiada Urgacz. Dzięki działalności w kulturze była nawet radną miejską (w klubie bezpartyjnych). Przede wszystkim była jednak działaczką społeczną i animatorką kultury. Z tego jest najbardziej dumna i w tej roli czuła się najlepiej. Choć talentów jej nie brakowało.

Aktorstwo i moralność

W studium dramatycznym w Katowicach ukończyła reżyserię (później kontynuowała naukę w studium centralnym w Warszawie). Pani Otylia Czerny to także aktorka estradowa (zagrała m.in. karczmarkę w „Grzesznym żywocie Franciszka Buły” Janusza Kidawy). Ze szczerością przyznaje jednak: – w aktorstwie (sztuce) nie można być za dobrym. Bo jak oddasz koleżance rolę, to ty jej nie zagrasz. Trzeba mieć końskie zdrowie i odporną psychikę. – Ale pani Otylia nie umie nie być dobrą i z taką bezwzględnością w tym zawodzie nie mogła się nigdy pogodzić. Żeby tylko nikogo nie skrzywdzić, nie zranić. Dzięki takiej postawie ma mnóstwo przyjaciół, jest szanowana i lubiana. I nie czuje się samotna. Mimo swoich dziewięćdziesięciu lat. Bo wciąż ma nowych przyjaciół. I niegasnące poczucie humoru.

Na scenie widać lepiej

„Teatr nie ma być jednakowy, ale komunikatywny”. Bo nie chodzi o to, żeby się nie zmieniał, ale żeby był dla ludzi i mówił o sprawach ciągle dla nich ważnych. – Dawniej teatr mówił pełnym głosem, a dziś stał się fragmentaryczny – wspomina pani Otylia. Wie, co mówi, bo całe życie związała z ruchem teatralnym (amatorskim i profesjonalnym). Jej doświadczenie i autorytet są bezsprzeczne. Do dziś, w dowód uznania za wieloletnie zasługi, jest honorowym prezesem Towarzystwa Kultury Teatralnej. Zresztą dyplomów, odznaczeń, tytułów ma ogromną ilość. Pani Otylia Czerny jest honorową obywatelką gminy Miedźna Wola (dzięki niej istnieje tam nadal mnóstwo inicjatyw kulturalnych), otrzymała między innymi nagrodę marszałka województwa śląskiego za działalność na rzecz amatorskiego ruchu teatralnego, złoty medal za zasługi dla kultury polskiej, wszystkie Krzyże Kawalerskie. I nie zamierza spoczywać na laurach. Jest cały czas aktywna. – To teatr dodaje jej sił witalnych, bodźców do działania. O teatrze nie przestała myśleć nawet przez chwilę – przekonuje Stefania Urgacz. Bo artysta nie przechodzi na emeryturę. Artysta żyje dzięki sztuce. Do końca.

Działalność

Na własne oczy widziała Bułata Okudżawę w Gruzji. Doskonale zna Kazimierza Kutza czy Krzysztofa Krawczyka. Przyjaźniła się ze Zdzisławem Pyzikiem (autorem wielu utworów dla Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”). A nawet współpracowała z wybitnym śląskim wojewodą – Jerzym Ziętkiem. Dzięki pani Otylii był on patronem organizowanego przez Towarzystwo Kultury Teatralnej Ogólnopolskiego Konkursu Gawędziarzy Regionalnych. Ale to nie jedyne jej dzieło. Było ich znacznie więcej. Choćby Ogólnopolski Konkurs Recytatorski Gościniec Korfantego czy Śląskie gody. Teraz, z perspektywy czasu, nie może uwierzyć, że udało jej się tyle spraw załatwić, tak dużo osiągnąć, pogodzić wszystko. – To dar, charyzma, umiejętność skupiania wokół siebie ciekawych ludzi – przekonuje Kuczera. A Lucjan Czerny, syn pani Otylii (wszechstronny artysta estradowy, działacz społeczny), dodaje: – mama kruszyła lody na Brynicy. – I nie tylko tam. Wszędzie. Bo połączenie sztuki i osobowości nie zna żadnych ograniczeń.

Z serca

– Platonicznych miłości miałam kilka – wyznaje pani Otylia. Ta do Śląska jest chyba jedną z nich. To jej miejsce na ziemi. Takie, które „trzeba całować”. Przez uszanowanie. Z powagą i pamięcią o jej dziejach. – Polskość Śląska była dla pani Otylii najważniejsza – opowiada Jerzy Kuczera. – Podobnie jak to, by krzewić i wydobywać zainteresowanie kulturą regionu i gwarą, szukać ich w swoich korzeniach. By śląskość obronić – dodaje. Przecież istnienie wielu zespołów regionalnych to właśnie jej zasługa. Bo patriotyzm bohaterka wyniosła z domu (jest dalszą krewną kardynała Augusta Hlonda) i bardzo jej zależy, by przekazać go dalej. Śląsk tak dużo już wycierpiał, „przechodził straszne katorgi”. Mimo to jest bardzo silny. Także kulturowo. Między innymi dzięki pani Otylii Czerny.

– Czy czegoś pani żałuje? – zapytałam.

– Nie, nie żałuję niczego. Tylko tego, że trzeba umierać.



Tekst: Dagmara Tomczyk
Fotografie: Marcin Dziadak
Licencja: wszystkie praca zastrzeżone.

comments powered by Disqus