Tu jesteś
costam
na marginesie:

Galeria mody Chimera

Prowadzona od wielu lat w Katowicach, obecnie mieści się w bramie przy ul. Warszawskiej 5 (obok Kawiarni Kryształowa). Galerię wyróżnia oryginalny, artystyczny klimat i osoba intrygującej właścicielki, Małgorzaty.

Galeria mody Chimera

Małgorzata od dwudziestu lat prowadzi galerię mody w Katowicach. Z odzieżą, rękodziełem. Galeria nosi wielce znaczącą nazwę – „Chimera”. Właścicielka jest kobietą zmienną. Jej zmienność jest jednak w jednym aspekcie przewidywalna. Ma dwa kolory w szafie. Przez pół roku nosi się cała na jasno, przez drugie pół – na czarno. I tak od dobrych kilkunastu lat.

fot. Radosław KaźmierczakCo robi? Mówi, że zawodowo pakuje "stare" ciuchy. Wtedy jest najszczęśliwsza. Rzeczywiście, ma takie klientki, które jak skonsultują, przymierzą i zakupią, to tak dobrze czują się „w nowej skórze”, że to, w czym przyszły, każą zapakować, a z bramy na Warszawskiej wychodzą odmienione.

Jej klientki to głownie osoby w średnim i starszym wieku. Pokolenie, które w latach 60., 70. samo sobie ubrania szyło, farbowało. Chciało wyglądać inaczej. – Podkradało się ojcom trykotowe podkoszulki. Malowało się je, czasem farbami, czasem szminkami, co było pod ręką. Nawet jeśli kreacja nadawała się tylko na raz, to był efekt na imprezie, a czegóż chcieć więcej? To nasza potrzeba pokoleniowa – mówi Małgorzata – wyróżniać się, nie być sztampowym, podkreślić indywidualizm. A także, po latach, wyglądać dobrze mimo upływu kolejnych wiosen. Zatuszować to, co niedoskonałe, i podkreślić to, co warte uwagi.

Sam dobór stroju nie jest rzeczą łatwą. Pierwsze zadanie: przekonać kobiety do chodzenia w spodniach, w rzeczach luźnych, szerokich. One się boją, że je to pogrubia. Ale jeśli krój jest dobrany odpowiednio, jest wręcz odwrotnie. Materiały naturalne: bawełna, flanele, len to podstawa i ich zwolenniczek akurat nie brakuje. Drugie: żeby coś kupić, klientka musi się spodobać w tym właścicielce. W przeciwnym razie – nie ma takiej możliwości.

Wbrew logice handlu? Nic bardziej mylnego. Dzięki temu Małgorzata zdobywa zaufanie klientek, a one chętniej wracają. Często przystaną na chwilę na kawę i plotki w zaznajomionym miejscu. – Chcą tu pobyć i to jest mój mały sukces – mówi właścicielka, żartując, że wyprzedziła o lata to, co firmy chcą sprzedawać dziś, czyli usługę stylizacji jako wartość dodaną do odzieży.

Do Galerii niełatwo trafić. Mieści się w bramie, a szyld jest ledwo widoczny, gdy się w tę bramę zagląda. Najpierw Chimera mieściła się w Teatrze Wyspiańskiego, potem w pasażu przy Separatorze, ostatecznie wylądowała na Warszawskiej.

Z archiwum

Teatr nie wziął się znikąd. Dawniej klientelą galerii był światek artystyczny, który Małgorzata miała okazję dobrze poznać. Przez lata organizowała imprezy na Śląsku. Pracowała w firmie państwowej ze sporym zapleczem finansowym. To ściągało artystów, codziennie odbywały się dziesiątki imprez. Ona siedziała w środku tej karuzeli. Zwolniono ją, jak i większość pracowników, w 1989 roku.

Lata dziewięćdziesiąte były wyzwaniem. Małgorzata postawiła na galerię. Nie było łatwo ruszyć w tym biznesie. Rzeczy dobrej jakości nie były tanie, dla przyjaciół i znajomych artystów, którym się podobały, zawsze musiała być jakaś zniżka. A zwykli ludzi często nie mieli pieniędzy. Powoli, z przerwami i nieregularnymi godzinami otwarcia, przetrwała jednak przez lata.

Dziś artystów wśród klientów jest stosunkowo mało. – Artysta dziś nie zawsze finansowo dobrze stoi. W większości – mówi Małgorzata – moje klientki to przypadkowe kobiety, z ulicy, takie zabłąkane w bramie.

 

Autor: Ida Grundman
Korekta: Anna Wolny, Ewa Wydra e.wydra@rozswietlamykulture.pl
Fotografie: 1 - Radosław Kaźmierczak / miniaturka i 2 - z archiwum właścicielki galerii
Licencja: Fotografie (prawa zastrzeżone); tekst http://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/3.0/us/ - opis "Tekst autorstwa Idy Grundman stworzony dla projektu Mapa Miejsc Ciekawych - www.mapamiejscciekawych.pl".

comments powered by Disqus