Tu jesteś
costam
na marginesie:

Pałac w Rudzińcu

zbudowany około 1840 roku, otoczony parkiem z egzotycznymi okazami drzew i licznymi pomnikami przeszłości. Na początku mieszkali w nim hrabiowie ze znamienitych rodów, po wojnie mieścił się w nim Uniwersytet Ludowy, później szkoła podstawowa. Miejsce niegdyś piękne i imponujące, dziś jest zaniedbane i opuszczone.

Gustaw Heinrich von Ruffer

tajny radca handlowy, ojciec Hugona. Jako żarliwy ewangelista wybudował w parku obok pałacu kapliczkę wraz z podziemną kryptą.

Hugo von Ruffer

dziedzic pałacu, podziwiający Napoleona i uwielbiający dzieci. Major, posiadający liczne zasługi wojenne i... szklane oko, wieczny kawalerem.

Karol Rother

ostatni z dziedziców pałacu. Wraz z córkami uciekł zaraz po wybuchu II wojny światowej i do tego miejsca już nie powrócił.

Pałac w Rudzińcu. Zakończenie baśni

Kamienne mosty, wysypane żwirem ścieżki, przechadzające się dumnie pawie. Okrągłe ławki, sadzawka i park, w którym rosną egzotyczne okazy drzew i krzewów. W środku tego miejsca znajduje się pałac zgrzybiałego, pokręconego podagrą, dawnego majora z wojny prusko-austriackiej. Brzmi to jak wstęp do bajki, jednak nic bardziej mylnego – eksrotmistrz to człowiek z krwi i kości, który zamieszkiwał to miejsce niecałe sto lat temu. „To miejsce” znajduje się 30 kilometrów od Gliwic, w Rudzińcu. To pałac zbudowany około 1840 roku.

Hugo von Ruffer – to jeden z najciekawszych dziedziców starego dworu. Na wpół zdziecinniały major w wiklinowym, wyłożonym łabędzim puchem leżaku dawał się obwozić po salach budynku. Ilekroć usłyszał śpiew dzieci, za którymi przepadał, gramolił się na balkon i rozdawał im cukierki. Uśmiechał się przy tym, lecz gest ten był tak niezdarny, że bardziej przypominał bolesny grymas. Dzieci, łaknąc większej ilości łakoci, śpiewały i rotmistrzowej kasztance, zagrzebanej pod rosochatym dębem. Szlachetny rumak, ponoć niegdyś osobisty wierzchowiec cesarza Napoleona, został podarowany Hugonowi przez samego króla i doczekał się nawet pomnika.

 

fot. Marcin Dziadak

 

Gustaw Heinrich von Ruffer, ojciec majora, był tajnym radcą handlowym, twórcą Wielkiego Banku Ruffera we Wrocławiu i jednym z inicjatorów Górnośląskiej Kolei. Pałacową posiadłość zyskał dzięki „nabyciu” żony ze słynnego i bogatego w owych czasach rodu Oberman. Miał swoją krawcową, kucharkę, służące, woźnicę i kamerdynera. Rodzice Hugona, będący gorliwymi ewangelistami, zbudowali w parku kapliczkę wraz z podziemną kryptą i (choć nie zostało to udowodnione) systemem tuneli prowadzących do pałacu. Hugo, jeżdżąc codziennie bryczką, doglądał swojego tartaku. Szczególną troską otaczał park, który urządził w stylu angielskim. Na kilka lat przed śmiercią usynowił Karola Rothera, swojego bliskiego przyjaciela. Major nie przepadał za gwarnym towarzystwem i odstraszał kobiety swoim sztucznym, szklanym okiem. Nic zatem dziwnego, że był wiecznym kawalerem i na starość z braku laku przysposobił Karola, by pałacowy majątek nie przepadł.

Dziedzic po śmierci hrabiego wprowadził się do pałacu wraz z dwiema córkami. Był wdowcem. Na śniadanie lubił jadać bułkę tostową i ugotowane jajko. Wchodząc do pałacu, widział pnące się w górę schody usłane czerwonym dywanem. Naprzeciwko niego znajdowało się lustro, a po bokach rozgałęziały się kolejne stopnie. Wykwintny wystrój podkreślał zawieszony wysoko wypchany orzeł, z otwartym dziobem i rozpostartymi skrzydłami. Po wybuchu II wojny światowej ze strachu przed zbliżającym się frontem Karol wraz z córkami wyjechał do Niemiec. Zapewne postąpił słusznie, bo niedługo potem sąsiednia wieś była bombardowana przez Rosjan. Pozostawione przez dziedzica dobra, no cóż… zostały zrabowane przez mieszkańców wsi. Pewnego dnia jacyś ludzie wyciągnęli zwłoki Hugona i oparli je o ścianę kaplicy, którą potem wyburzono.

 

fot. Marcin Dziadak

 

Na tym nie kończy się historia tego miejsca. Po kilku gruntownych remontach, które nadały budowli cech włoskiego pałacu z czasów cinquecenta, odbywały się tu wykłady Uniwersytetu Ludowego. Następnie miejsce to zajęła szkoła rolnicza i internat. Kilka lat temu, podczas odświeżania wnętrz i zdrapywania tynku, na ścianach można było zobaczyć ciekawe malunki, jakie pozostawili po sobie dawni uczniowie. Wyblakłe dzieła przedstawiały tańcujących, ubranych w kolorowe stroje ludzi, uśmiechniętych pracowników. Jedna z kobiet, która po latach postanowiła odwiedzić pałac, opowiadała, jak młodzi żacy wspinali się na wyższe piętra do pokojów dziewcząt, które do barierki przy oknie przywiązywały związane ze sobą prześcieradła.

Miejsce zdobywania wiedzy i młodzieńczych miłostek wkrótce, w 1982 roku, przemianowane zostało na szkołę podstawową. Przeniesiona została tam również Gminna Biblioteka, Ośrodek Pomocy Społecznej. Powstało także kilka mieszkań socjalnych. Pamięć o budynku została zachowana dzięki zabiegom i trosce niektórych z nauczycieli i pracowników. Edukacja pałacowa trwała nieprzerwanie przez prawie 30 lat.

 

fot. Marcin Dziadak

 

Niedawno, z powodu pogarszającego się stanu budynku, szkoła została przeniesiona. Jako ważną przyczynę można tu wymienić tak banalną rzecz, jak ciągłe utyskiwania niektórych lokatorów. Ci, wzywając nieprzerwanie komisje wszelkiego rodzaju, chcieli pozbyć się hałasujących dzieci z budynku. Te zabiegi przyniosły skutek, jednak wkrótce i ostatni lokatorzy zostali przeniesieni, ponieważ pałac, zaniedbany i pozbawiony konserwatora, stał się realnym zagrożeniem dla mieszkańców.

Dziś, po czasach świetności, pozostały jedynie zgliszcza. W parku znaleźć można zawalone mosty z kamienia, lodownię (pomieszczenie z wnęką zabudowaną w głąb ziemi, gdzie umieszczano surowe mięso, by dłużej pozostało świeże), ruiny kapliczki, domu ogrodnika i (do niedawna) pomnik ulubionego towarzysza hrabiego Hugona – konia Terzky.

Wiele pamiątek kiełkujących w pamięci rozsianych jest w pałacu i wokoło niego. Kamienny stół, toskańskie kolumny, pilastry, stare bramy… Drzewa, które na szarych, wyblakłych zdjęciach są jeszcze małe, dziś stanowią dumne pomniki przyrody. Sam pałac jednak z dnia na dzień wygląda coraz gorzej. Nieodpowiednio zabezpieczony przemaka i popada w ruinę.

Czy miejsce, które przechowuje w sobie tak wiele wspomnień, niedługo samo odejdzie w niepamięć? 

 

fot. Marcin Dziadak



Tekst: Emilia Rumińska
Fotografie: Marcin Dziadak
Licencja: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska (CC BY-NC-ND 3.0) / Opis: "Tekst autorstwa Emilii Rumińskiej, stworzony dla projektu Mapa Mijesc Ciekawych www.mmc.org.pl"

comments powered by Disqus