Tu jesteś
costam

Praca konkursowa | Ku chwale Galerii Negatyw

Jest chłodny listopadowy wieczór 2012 roku. Siedząc przy kubku gorącej herbaty, przeglądam w internecie oferty związane z pracą w kulturze. Po chwili wertowania moją uwagę przyciąga ogłoszenie Galerii Negatyw o poszukiwaniu osób chętnych do wzięcia udziału w paradzie żołnierskiej, związanej z wystawą prac autorstwa Łukasza Marcinka. Przyznam szczerze, że do wojska nigdy mnie nie ciągnęło, lecz wizja przemaszerowania w pełnym rynsztunku bojowym przez centrum Katowic, w takt przygrywającej orkiestry, wielce mi się spodobała.

 

Nie zwlekając, odpisałem na ogłoszenie z zamiarem zaciągnięcia się do galeryjnej armii. Czekając na odpowiedź, ze sporym zainteresowaniem prześledziłem historię działalności galerii. Galerię Negatyw założyli dwaj panowie: Łukasz Pallado i Wojciech Kukuczka we współpracy z Katarzyną Zioło i Tomkiem Olesińskim. Na portalu założyciele tłumaczą, czym kierowali się, tworząc własną galerię. Cytując: „Negatyw to odwrotność, zaprzeczenie... bunt. Te pojęcia wpisują się w specyfikę projektu Galeria Negatyw. Chcemy odwrócić wartości ukonstytuowane w poprawnych, klasycznych, sterylnych galeriach. Dla nas galerią nie są białe ściany, puste przestrzenie i wytworni goście. Galeria to miejsce spotkań, dyskusji, swobodnego przepływu inspiracji. To przestrzeń, w której twórca spotyka się z szerokim przekrojem odbiorców o różnorodnych preferencjach i doświadczeniach.(…)Wernisaż nie jest dla nas oficjalną ceremonią, nie musi kończyć się po trzydziestu minutach, może stać się pretekstem do wielogodzinnych spotkań, dyskusji czy zabawy. Chcemy łączyć wiele dyscyplin sztuki, poznawać nowych twórców, szukać form wizualnych, audialnych, performatywnych. Nie zamierzamy się ograniczać, ani podporządkowywać. Stawiamy na odmienność i autonomię. To miejsce musi stanowić alternatywę, podziemie, negatyw stereotypowej galerii.”

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu dowiedziałem się, że Galeria Negatyw obchodziła niedawno, bo dwudziestego pierwszego września, pierwszą rocznicę swojej działalności. Zaskoczenie było tym większe, iż z fotorelacji zamieszczonej na facebookowym fanpage’u okazało się, że nie była to zwykła nudna „posiadówka” osób w średnim wieku, z wolna sączących wino przy spokojnej, relaksacyjnej muzyce, lecz naprawdę porywający wernisaż! W trakcie imprezy można było podziwiać połączone siły artystów związanych z Galerią Negatyw w postaci rzeźby, instalacji i fotografii wzbogaconych o performance i pokazy taneczne, okraszonych muzycznymi brzmieniami Mariki i Spokoarmii.
Jubileuszowy wernisaż pt. Wyjście ma za zadanie rozpocząć nowy etap rozwoju działalności organizacji. Galeria planuje wyjście ze sztuką poza cztery ściany swojej siedziby, którą jest klub Scena Gugalander, w przestrzeń miejską. Tym samym, kolejny wernisaż, a właściwie happening, w którym mam zamiar wziąć udział, odbędzie się na świeżym powietrzu. Wnioskując po aurze za oknem, dłuższe przebywanie w tak niskiej temperaturze będzie wiązało się z przemarznięciem. Jednak z drugiej strony, siedząc w ciepłym domku, nie poznam osób, które zaimponowały mi ambicją i talentami artystycznymi. Tak więc, jak prawdziwy żołnierz z krwi i kości, porzucam wątpliwości, ku chwale Galerii Negatyw!

Na odpowiedź ze strony galerii nie musiałem długo czekać. Już po dniu od zgłoszenia zostałem poinformowany o spotkaniu, które odbędzie się w najbliższy czwartek, o godzinie 18:00 w klubie Scena Gugalander. Jako że mieszkam poza Katowicami, nie miałem wcześniej okazji odwiedzić tego miejsca, co zwiększyło moje zainteresowanie. Szczególnie zaciekawiła mnie nazwa. Jej wytłumaczenie znalazłem w artykule Katarzyny Niedurny pt. Dawajcie tego GuGalandra! zamieszczonym na stronie projektu Mapa Miejsc Ciekawych. Mianowicie budynek znajdujący się przy ul. Jagiellońskiej 17A na początku lat 90-tych pełnił funkcję teatru zwanego GuGalandrem. Nazwa ta wzięła się od Misia Gugały, bohatera wiersza dzieła scenicznego Dariusza Basińskiego, wystawionego w pierwszej sztuce GuGalandra. Po kilku latach istnienia teatr przekształcił się w klub Scena Gugalander i pod takim szyldem prosperuje do dziś. Okazało się, że w klubie od samego początku działały osoby ambitne, związane ze sztuką i życiem kulturalnym regionu, tym samym nabrałem przekonania do mojej roli w nadchodzącej „przygodzie”.

 


Nadszedł czwartek, godzina 18:00. Stoję przed wejściem do klubu. Na fasadzie widnieją zdjęcia założycieli i osób współpracujących z Galerią Negatyw – niezwykle przydatna pomoc w identyfikacji. Po lewej od wejścia Łukasz Pallado, po prawej Wojtek Kukuczka, nad wejściem zza krat uśmiecha się Tomasz Olesiński, po jego prawej stronie zza rzeźby wyłania się Alicja Czerwiak, po przeciwnej przytulona do ściany Katarzyna Zioło. Ostatni rzut oka na twarze ze zdjęć i pewnym krokiem wchodzę do środka. Witam się z barmanem, który kieruje mnie na główną salę. Po prawej stronie zauważam stos mundurów oraz grupę osób przymierzającą poszczególne ich części. Tak – to oni. Po kolei witam się z każdym. Panuje niezwykle przyjemna atmosfera, dużo śmiechu wywołanego niepasującymi do siebie częściami kostiumów. Po godzinie wszyscy już byli zapoznani ze szczegółami organizacyjnymi wernisażu.

 


„D-Day” 16 listopada, godzina 19:00, ulica Mariacka, wbrew mroźnej pogodzie dzielni żołnierze wyruszają w szyku bojowym. Przygrywająca orkiestra dodaje otuchy w walce z ujemną temperaturą. Kolumna wojsk Galerii maszeruje w stronę klubu Scena Gugalander. Na twarzach przechodniów maluje się zdumienie i dezorientacja zaistniałą sytuacją. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się i zauważeniu szyldów z widniejącymi na nich sloganami „Żołnierska parada” czy „Galeria Negatyw”, zaskoczony wyraz twarzy przemienia się w mimowolny uśmiech. Czyli jednak było warto poświęcić się, chociażby dlatego, by wywołać radość wśród innych osób, co, jak wiadomo, w listopadzie, przy minus dziesięciu stopniach Celsjusza, potrafi rozgrzać i wnieść nieco pozytywnych uczuć w ten niezwykle szary i smutny miesiąc.

 

 

Dotarliśmy do celu. Galeria wypełniona po brzegi osobami w różnym wieku, oczekującymi na słowo autora wspaniałych linorytów wyróżniających się na tle czarnych ścian Galerii. Orkiestra milknie. Następuje przedstawienie autora wystawionych prac: „Łukasz Marcinek to młody, urodzony w 1986 roku, śląski artysta, pochodzący z Tarnowskich Gór. W 2012 roku obronił na ocenę celującą pracę dyplomową na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego. Do tej pory Łukasz miał możliwość wystawienia swoich prac w Galerii Muzeum Regionalnego w Radomsku w 2009 roku, w Dworze Karwacjanów w Gorlicach w roku 2010 oraz na Siódmym Międzynarodowym Triennale Grafiki w Bitola w 2012 roku”. Łukasz nieśmiało lecz ciekawie opowiada o założeniach, jakimi się kierował, tworząc wystawione dzieła. Z jego słów możemy się dowiedzieć między innymi, że prezentowany w Galerii Negatyw cykl grafik pt. „Żołnierska parada”, to zarazem jego praca magisterska. Składa się z osiemnastu linorytów. Poszczególne prace tworzą monotematyczny zestaw grafik o tematyce żołnierskiego życia. Inspiracją autora do powstania cyklu stały się dawne mundury wojskowe oraz służba w różnych formacjach wojska. Niezwykłość umundurowania spowodowana licznymi zdobieniami, medalami i epoletami była impulsem do podjęcia związanego z nimi tematu. Barwność tego świata, który na pozór wydaje się twardy i surowy, warta jest ukazania w sztuce. Do stworzenia dzieł wykorzystane zostały szablony oraz stare wałki malarskie, które niegdyś wykorzystywane były do ozdabiania ścian. Teraz zdobią kwiecistymi (i nie tylko) wzorami powierzchnie prac. Dzięki temu urozmaicają grafiki o różne wzory, powodując wzbogacenie formy. Autor zwraca uwagę również na kolorystykę grafik, które mają ukazać, jak barwny jest świat wojskowych mundurów i parad, na których żołnierze przywdziewają odświętne stroje.
Po brawach na cześć całego przedsięwzięcia zostaje wzniesiony toast, a scenę klubu przejmuje dwóch DJ-ów. Pierwszym z nich jest Matick – obojętny na „chwytliwe rytmy” amator przesiąkniętej delayem francuskiej sceny dubowej. Staranny selektor, z wykształcenia muzyk, nieustannie poszukujący nowych płaszczyzn brzmieniowych. Część gości bawi się przy muzyce, część przygląda się linorytom. Grupki osób siedzących w lożach prowadzą ożywione rozmowy. Panuje wszechobecny gwar. Po Maticku przyszła kolej na Szlagcojga. Wychowany na Górnym Śląsku niezłomny poszukiwacz własnej tożsamości, którą odnajduje w nawracaniu ludzi na dobry, klasyczny drum'n'bass. W trakcie jego koncertu publika szczelnie wypełniała parkiet.

Impreza trwa do późnych godzin nocnych. Na twarzach organizatorów widać było ulgę połączoną z radością i zmęczeniem. W końcu każdy z nich dał z siebie wszystko, by artysta i goście byli w pełni zadowoleni. Mimo iż po żołnierskiej paradzie nabawiłem się przeziębienia, jednego jestem pewien, było warto!

 

 

P.S. Jeżeli chciałbyś wystawić swoje dzieła w galerii, nawiązać współpracę bądź wesprzeć działania Galerii Negatyw, koniecznie zgłoś się na ten adres galerianegatyw@gmail.com.
Galeria Negatyw prowadzi również sklep internetowy, w którym można zakupić prace między innymi z wystawy linorytów Łukasza Marcinka pt. „Żołnierska parada” (www.galerianegatyw.sklepna5.pl).

 


Tekst: Paweł Foltyn

Korekta: Paulina Goncerz

Fotografie: Rafał Kowalkowski


Wszelkie prawa zastrzeżone.

comments powered by Disqus